Krzysztof Moczarski

3 Czerwiec 2016

Zarejestrowałem się w ramach zorganizowanej akcji DKMSu w centrum handlowym w Radomiu, w listopadzie 2014. Stwierdziłem, że to szlachetna inicjatywa i chcę być jej częścią. Jako student medycyny czułem wręcz, że jest to dla mnie powinność.

Kiedy po około roku dostałem pierwszy telefon od DKMSu, z informacją, że znaleziono biorcę, zgodziłem się bez wahania. Byłem świadom odpowiedzialności jaka idzie za tą decyzją, ale też cieszyłem się, że będę mógł dać komuś szansę na wyzdrowienie.

Po serii badań potwierdzających moją zdolność do pobrania komórek, stawiłem się w maju 2016 w klinice i spełniłem moją powinność. W obliczu tak istotnego dla mnie celu, zabieg aferezy nie stanowił poważnego dyskomfortu, mimo iż cała procedura trwała kilka godzin. Krąży wiele mitów, dotyczących oddawania szpiku, ale nie taki diabeł straszny jak go malują.

Teraz po oddaniu, wiem, że postąpiłem jak należy. Dałem drugiemu człowiekowi szansę na nowe życie. To niesamowite, że lekarstwo nosi w sobie każdy z nas. Wystarczy jedynie się nim podzielić. Moim bliźniakiem genetycznym okazała się kobieta w średnim wieku. Trzymam za nią mocno kciuki!

Zachęcam osoby, które się zastanawiają czy warto: TAK WARTO! Satysfakcja niesienia „namacalnej” pomocy swojemu genetycznemu bliźniakowi jest niemierzalna żadną znaną ludzkości skalą. Podobno dobro wraca, więc w nie zainwestuj na https://www.dkms.pl/pl/zostan-dawca