Lech Gross

17 Styczeń 2017

Nie pamiętam już dokładnie, ale jako dawca zarejestrowałem się chyba w 2014 roku. Pamiętam jednak, co było impulsem do tego, a mianowicie w internecie zobaczyłem apel zrozpaczonej matki, która poszukuje pomocy dla swojego kilkuletniego dziecka chorego na ostrą białaczkę. Ostatnią deską ratunku dla malucha został przeszczep szpiku, jednakże z braku zgodności, potrzebny był dawca spoza rodziny. Zacząłem grzebać po internecie i zbierać informację na temat tego jak zostać dawcą, jak wyglądają procedury, jak wygląda sposób pobrania szpiku oraz jakie mogą być ewentualne zagrożenia. Szybko dotarło do mnie, że jako dawca nie ma żadnego zagrożenia dla mnie i nie ma co się wahać, przecież każdy z nas może kiedyś potrzebować pomocy, a wahanie to strata czasu jakże cennego dla osoby oczekującej na znalezienie dawcy. Szybka rejestracja w DKMSie przez internet, potem wymaz i sprawa załatwiona.

Kiedy jakoś na początku wakacji otrzymałem telefon, nie wahałem się ani chwili. Pierwsze badania potwierdziły zgodność, potem przyszła informacja o przedłużeniu rezerwacji dla pacjenta, a z tą informacją troszkę niepewności o stan zdrowia biorcy, ale cóż trzeba było czekać i mieć nadzieję, że wszystko będzie dobrze.

Kilka miesięcy później kolejny telefon, mamy termin szczegółowych badań, potwierdziły one zgodność z biorcą i zapoczątkowały całą procedurę. Otrzymałem czynnik wzrostu i szczegółowe informację jak go stosować i jak przygotować się do właściwego pobrania. Efekty uboczne stosowania czynnika wzrostu to jedyne, czego nie będę wspominał za dobrze, ale kto z nas nie miał kiedyś grypy i co to za cena, kiedy za kilka dni objawów przeziębienia, ktoś inny może mieć szanse na spędzenie długich lat ciesząc się życiem.

Procedura odbyła się w klinice we Wrocławiu, w otoczeniu przemiłych pań pielęgniarek sprawujących pieczę nad tym, aby wszystko przebiegło sprawnie i tak też było. Po kilku godzinach było już jasne, że komórek macierzystych wystarczyłoby na 3 przeszczepy, ale najważniejsze jest przecież, aby ten jeden jedyny się udał i mężczyzna w średnim wieku, dla którego oddałem komórki macierzyste, mógł cieszyć się powrotem do zdrowia. Pozostaje mi cierpliwie czekać na informację co dalej z moim bliźniakiem genetycznym. Trzymam kciuki!