Marlena Kowalska

29 Luty 2016

Moja historia dawcy jest podobna do historii wszystkich innych Dawców, a jednocześnie zupełnie inna, bo przecież dotyczy mnie osobiście!

Zarejestrowałam się jako potencjalny dawca za pomocą przysłanego do mnie formularza już parę lat temu. Nigdy nie zastanawiałam się dlaczego się rejestruję, po prostu uważałam, że jako osoba zdrowa i pełnoletnia powinnam to zrobić. Nie zastanawiałam się także, jak to będzie, kiedy zadzwoni do mnie telefon. Magiczną rozmowę odbyłam na parę dni przed moimi 25 urodzinami, uznałam, że jest to piękny prezent urodzinowy, najlepszy, jaki dostałam w życiu!

Po takiej wiadomości w głowie od razu rodzi się tysiąc myśli. Martwiłam się, że wyniki badań mogą się okazać niekorzystne, że nie będę mogła oddać komórek, na które już czeka konkretna osoba. Na wyniki badań czekałam z niecierpliwością. Oczywiście okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam. Trochę to trwało zanim w końcu doszło do wyznaczenia daty badań wstępnych i pobrania, czasami tak bywa. Otrzymałam w końcu wiadomość listowną, że ze względu na zbyt długi czas oczekiwania na klinikę biorcy na razie moja rezerwacja zostaje wstrzymana. Przyjęłam tą wiadomość jako dobry znak- może biorca czuje się lepiej?

Po kolejnych dwóch miesiącach odebrałam telefon z wyznaczonym już terminem badań wstępnych i pobrania, a dwa tygodnie później siedziałam już w nagrzanej poczekalni i piłam herbatę czekając na USG. Atmosfera, z jaką spotkałam się w klinice pobrań, chyba na zawsze pozostawi we mnie bardzo miłe wspomnienie tego niesamowitego wydarzenia, a samo pobranie było tak banalną procedurą, że kiedy opowiadam o niej ludziom, kręcą z niedowierzaniem głową. To były przemiłe godziny spędzone na przeróżnych rozmowach. Jedyne co odczułam podczas całej procedury przygotowującej do pobrania, to przyjmowanie czynnika, ale o takiej małej dolegliwości całkowicie się zapomina, kiedy po pobraniu dowiadujesz się czegokolwiek o swoim biorcy.

To, co czuje człowiek w momencie, kiedy dowiaduje się czegokolwiek o swoim biorcy.. . Nie jestem nadal w stanie tego opisać. Człowiek uświadamia sobie, że to nie było tylko siedzenie w fotelu, że dla kogoś to może znaczyć wszystko. Nadal reaguję na samo wspomnienie tej chwili z niemałym wzruszeniem. Bardzo kibicuje mojemu bliźniakowi i codziennie przed snem trzymam kciuki za jedną osobę więcej w swoim życiu.

Zachęcam wszystkich do rejestracji. Niech dowiedzą się jak to jest. To doświadczenie naprawdę zmienia światopogląd.