Mateusz Mamcarzyk

Do bazy potencjalnych dawców dołączyłem w 2014 roku podczas akcji zorganizowanej dla chorej na białaczkę dziewczyny z mojej okolicy. Pobrano mi wymaz z policzka jak i wielu innym osobom, ale nawet nie przypuszczałem, że kiedykolwiek ktoś będzie potrzebował akurat mojego szpiku. Chociaż wiadomo, że zastanawiałem się, jak zachowałbym się w takiej sytuacji.

Aż tu nagle niespodzianka. Po około roku, będąc w pracy, otrzymałem niespodziewany telefon, że moje komórki macierzyste są zgodne z chorym na białaczkę pacjentem. Zmartwiłem się i nie wiedziałem jak się w takiej sytuacji zachować. Oczywiście zgodziłem się, chociaż przyznaję - nie bez wahania.

Musiałem przejść badanie krwi potwierdzające w stu procentach zgodność i po 3 tygodniach od badania dostałem informacje, że praktycznie już nic nie stoi na przeszkodzie, bym to ja był dawcą szpiku dla chorego pacjenta. Uczucie było niesamowite, popłakałem się i nie mogłem uwierzyć, że dzieje się to na prawdę. Oczywiście musiałem przejść jeszcze szereg szczegółowych badań w szpitalu, w którym miałem mieć pobrany szpik. Na szczęście badania przebiegły pomyślnie, byłem w stu procentach zdrowy i w pełni gotowy do URATOWANIA KOMUŚ ŻYCIA.

Serie zastrzyków brane na 4 dni przed pobraniem, sprawiały oczywiście ból, jednak świadomość celu, jaki był przede mną, tak motywowała, że całkowicie o nim zapominałem i wyjątkowo się nie martwiłem. Na zabieg pojechałem dzień wcześniej do hotelu, aby w pełni mentalnie przygotować się do najważniejszego dnia w moim życiu.

Aż w końcu nadszedł zabieg. Trochę się bałem, jednak okazał się całkowicie bezbolesny. Jedyne co, to byłem zmęczony od 5-cio godzinnego siedzenia. A tak to pełen luz i wspaniała atmosfera płynąca od lekarzy i pielęgniarek ze szpitala sprawiała, iż było to najkrótsze i najlepsze 5 godzin mojego krótkiego życia.

Opuszczając szpital byłem dumny, a gdy zaczęli pisać do mnie znajomi z gratulacjami tak na prawdę dopiero wtedy zrozumiałem, jak wielkiej rzeczy dokonałem. Dowiedziałem się, że biorcą jest mężczyzna w średnim wieku. Mam nadzieję, że wyzdrowieje całkowicie i być może kiedyś przyjdzie okazja, aby się z nim osobiście spotkać.

Zachęcam wszystkich do rejestracji. Tak niewiele, a można dokonać na prawdę wielkiej, niezapomnianej rzeczy.