Piotr Wujek

9 Luty 2017

Moja przygoda z dawstwem szpiku zaczęła się na mojej uczelni, kiedy to w grudniu zarejestrowałem się do bazy potencjalnych dawców. Zrobiłem wymaz oraz zostałem poinformowany o wszystkim, co powinienem wiedzieć o oddaniu szpiku. Pozostało tylko czekać.

Nie minęło dużo czasu, bo już w styczniu odezwał się telefon. Akurat w ten dzień spieszyłem się na pociąg, więc dzwonek wyrwał mnie z zamyślenia i pakowania torby z rzeczami. Gdy odebrałem, przemiły glos poinformował mnie, w jakim celu dzwoni. Wstyd się przyznać, ale przez moje rozgarnięcie i zamyślenie wyjazdem, poprosiłem Panią, żeby zadzwoniła później. Szczerze mówiąc całkowicie zapomniałem o tym, że się zarejestrowałem jako potencjalny dawca. Dopiero gdy powiedziałem rodzinie, kto do mnie zadzwonił, obudziłem się. Dzwoniła Pani z Fundacji DKMS! Czyżbym miał bliźniaka genetycznego?

Wtedy już nic nie miało znaczenia, czy się spóźnię na pociąg czy nie, szybciutko oddzwoniłem. Na wstępie przeprosiłem Panią Barbarę (którą serdecznie pozdrawiam) za to, że w tak ważnej sprawie próbowałem przełożyć rozmowę. Dowiedziałem się, że gdzieś na świecie jest osoba, która mnie potrzebuje. Moja radość była wręcz nie do opisania, bo po pierwsze, będę mógł uratować komuś życie, a po drugie, z tego co się orientowałem, czasami inni dawcy czekali na ten ważny telefon nawet dwa lata. Ja go dostałem już po miesiącu.

Po uzgodnieniu wszystkiego telefonicznie, wybrałem się na pobranie krwi w celu potwierdzenia wszystkich wyników. Następnym etapem były wstępne badania. Tam dowiedziałem się, że będę oddawał szpik z krwi obwodowej. Badania nie wykazały żadnych przeszkód, więc już tego samego dnia dostałem paczkę zastrzyków, które uwalniają komórki macierzyste ze szpiku do krwi obwodowej. Dostałem wszystkie instrukcje odnośnie wykonywania ich. Szczęśliwy opuściłem szpital i już nie mogłem się doczekać tego wspaniałego dnia.

Na klika dni przed badaniem zacząłem przyjmować wyżej wspomniane zastrzyki. Efektem ich przyjmowania, było troszeczkę złe samopoczucie i przede wszystkim ból pleców. Nie było to dla mnie ważne, bo po pierwsze, takie dolegliwości to nic przy tym, co wkrótce zrobię dla mojego bliźniaka, a po drugie Panie ze szpitala ostrzegły mnie przed skutkami przyjmowania zastrzyków.

No i nadszedł ten wspaniały dzień. Pod koniec maja wybrałem się do szpitala razem z moją ukochaną dziewczyną, a za chwilę dojechała mama. Dowiedziałem się, że cała procedura będzie trwała około 4-5 godzin, a jak nie uda się pobrać odpowiedniej ilości szpiku, przyjdę następnego dnia. Usiadłem sobie wygodnie na fotelu, Panie pielęgniarki podłączyły mnie do sprzętu pobierającego komórki macierzyste. Siedziałem sobie na fotelu rozmawiając oraz obserwując całą procedurę oddawania komórek. Nie bolało mnie nic, nawet dwa wkłucia zrobione bardzo delikatnie przez Panie pielęgniarki wymagane do podłączenia do aparatury. To było jak przysłowiowe ukąszenie komara. Mój organizm wytworzył tyle komórek, że po upływie dwóch i pół godziny została pobrana już odpowiednia ilość komórek macierzystych. Udało się. Oddałem komórki macierzyste, teraz tylko pozostało trzymać kciuki za mojego bliźniaka.

Zostałem Dawcą Przeszczepu!

Po wyjściu ze szpitala otrzymałem telefon od Pani z DKMSu. Dowiedziałem się, kim i skąd jest mój biorca. Pojawiły się łzy szczęścia. Mój bliźniak genetyczny ma ogromne szanse na wyleczenie białaczki. Teraz pozostało tylko trzymać kciuki.

Po kilku miesiącach na moim telefonie zaświecił się mail. DKMS. Mój biorca żyje! Mało tego, terapia była tak skuteczna, że wypisano go do domu! Czytałem maila kilka razy i kilka razy pojawiły się łzy. Chciałem go przeczytać przez telefon bliskim, ale bałem się, że w trakcie po prostu się rozpłaczę ze szczęścia. Uratowałem życie!

Rejestrujcie się w bazie potencjalnych dawców! Taka osoba, chora na białaczkę, czeka na Waszą pomoc, z nadzieją oczekuje na informacje o tym, że jest dla niego szansa na ŻYCIE, to nie jest dużo, to nic nie kosztuje, ani nic nie boli. Nic się nie traci. A osoba, która czeka, każdego dnia zmaga się z chorobą. Każdego dnia boi się, że ten właśnie dzień będzie jej ostatni. Każdego dnia rodzina tej osoby martwi się o to, żeby nie zdarzyła się żadna tragedia, lub żeby się nie pogorszyło, a właśnie Ty możesz tej osobie pomóc! Możesz dać komuś szansę na życie!

W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy pomogli mi przebrnąć tę drogę. Chciałbym również podziękować całej fundacji DKMS oraz tym wszystkim życzliwym pielęgniarkom oraz lekarzom, którzy przyczynili się do szczęśliwego finału mojego marzenia.