Radosław Zielonka

17 Styczeń 2017

Pragnę się podzielić swoja historią, jak to się stało, że zostałem dawcą, a raczej "pomocnikiem św. Mikołaja".

W czerwcu tego roku odpowiedziałem na jedną z akcji organizowanych przez DKMS. Pierwsze moje wymazy przepadły i dwa dni później zostałem poproszony o ponowne zgłoszenie się w celu pobrania nowych, tak też zrobiłem. Kilka dni później udałem się na zasłużony urlop i prawdę mówiąc zapomniałem całkowicie o tym.

Podczas popołudniowej drzemki w połowie sierpnia zadzwonił telefon. Po numerze kierunkowym myślałem, że to jedna z tych ofert ubezpieczenia na życie czy oferta funduszu emerytalnego typu "młody bóg". Postanowiłem nie przerywać błogiego odpoczynku. Żona zapytała - dlaczego nie odbieram? Odpowiedziałem, że pewnie jakaś oferta i że jak ma ochotę, to nich odbierze. Tak też zrobiła, po czym przekazując mi słuchawkę oznajmiła, że dzwonią do mnie z fundacji w sprawie rejestracji jako dawca.

Wziąłem słuchawkę i słyszę przemiły kobiecy głos oznajmiający mi, że nie zdążono mnie dobrze zarejestrować, a już mam bliźniaka genetycznego, który potrzebuje mojej pomocy. Ucieszyłem się, że mogę komuś pomóc. Ustaliliśmy, że po powrocie z urlopu do kraju mam wypełnić ankietę i umówić się na pobranie krwi. Tak też się stało. We wrześniu oddałem pierwszą próbkę krwi do badań, gdzie okazało się, że nie ma przeciwwskazań na to, bym został dawcą. Nie czekałem długo, bo już w listopadzie zaproszono mnie na badania przed pobraniem, gdzie potwierdziło się, że mogę to zrobić. Mogę podzielić się z kimś cząstką siebie.

Termin został ustalony na grudzień, więc poczułem się trochę jak wspomniany już wcześniej "Pomocnik św. Mikołaja". Sam zabieg odbył się metodą pobrania szpiku z talerza biodra kolcowego. Szczerze miałem obawy, gdyż nigdy nie miałem okazji być pod wpływem narkozy. Zastanawiałem się, jak będę się czuł po zabiegu. Okazało się, że moje obawy był grubo przesadzone. Dwie godziny po wybudzeniu normalnie chodziłem, fakt, czułem lekki ból w plecach, ale naprawdę znikomy. Natomiast nie czułem żadnych niepożądanych efektów ubocznych wywołanych przez narkozę.

Po zabiegu dowiedziałem się, że mogłem podarować chyba najpiękniejszy prezent, jaki mogłem malutkiej Hiszpance, której nigdy nie będzie mi dane poznać, ale czy nie tak działa Św. Mikołaj, anonimowo? Ściskam teraz za nią kciuki i wyczekuję wieści o stanie jej zdrowia. Musi wygrać tę walkę, innej możliwości nie widzę.

Przy okazji z tego miejsca chciałem podziękować tym wszystkim, którzy byli zaangażowani w ten cały proces oraz zachęcić innych do rejestracji. Wielkie dzięki!!!

Pomocnik św. Mikołaja