Zuzanna Czarnota

22 Styczeń 2016

Dokładnie pamiętam każdy dzień związany z moją decyzją o zarejestrowaniu się jako potencjalny dawca. Na pierwszym roku studiów na mojej uczelni organizowana była akcja "Dwa wymazy i do bazy". Spóźniłam się na wykład, sala była już zamknięta, więc zeszłam piętro niżej i dołączyłam do grona potencjalnych dawców komórek macierzystych.

Po kilku miesiącach w skrzynce znalazłam list z fundacji z kartą dawcy. Pomyślałam, że dobrze byłoby móc komuś pomóc, ale pod jednym z postów na facebooku DKMS przeczytałam, że jeśli póki co nikt nie zadzwonił, to znaczy, że mój bliźniak genetyczny jest zdrowy i z tą myślą pozostałam do 30 września.

Wracając ze spotkania z koleżanką zauważyłam nieodebrane połączenie od jakiegoś obcego numeru z Warszawy. Po kilku minutach telefon znowu zadzwonił, tym razem już odebrałam. Kiedy usłyszałam w słuchawce "DKMS" serce na chwilę zamarło.

Pierwsze pytanie Pana Marcina brzmiało "Czy nadal podtrzymuje Pani swoją decyzję?". NO OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! Nawet chwilę się nie wahałam. Następnie dowiedziałam się na czym ma polegać moja rola i już po chwili byłam umówiona na badanie krwi, które miało potwierdzić zgodność. Dwa dni po badaniu wieczorem sprawdziłam e-mail i kiedy zobaczyłam wiadomość z fundacji pomyślałam, że nie jestem zgodna z osobą chorą, bo przecież gdyby tak było, to fundacja skontaktowałaby się ze mną telefonicznie. W wiadomości przeczytałam jednak, że wstępne badania wykazały zgodność! Pierwszy raz podczas całej tej historii popłynęły mi łzy. Przeczytałam również, że stan zdrowia osoby chorej ulega ciągłym zmianom i póki co jestem zarezerwowana. Przez pierwszy miesiąc byłam cierpliwa jednak z dnia na dzień cierpliwości było mniej... Kiedy wreszcie dostanę telefon, czy w ogóle będę potrzebna? Na kolejny wiadomość czekałam dwa miesiące.

1 grudnia zadzwonił telefon. Pani Małgosia Klein ustaliła ze mną termin badań w klinice i wstępną datę pobrania. Badania wstępne były przeprowadzone w przemiłej atmosferze, wspaniałego personelu medycznego w jednym z warszawskich szpitali. Tam też spotkałam 2 osoby, które w tym dniu oddawały swoje komórki i mogłam zobaczyć, co mnie czeka. Niestety z powodu mojego przeziębienia termin pobrania przesunął się i tak po raz kolejny niecierpliwie czekałam. Na początku nowego roku 4 dni przed zabiegiem zaczęłam brać zastrzyki. W trakcie tej terapii nie odczuwałam dużego dyskomfortu, o którym tak dużo słyszałam. Siły dodał mi również film zamieszczony przez fundację, w którym Pani Magda opowiadała o swojej chorobie i o tym, że dawca dał jej nowe życie.

Kiedy nadszedł dzień zabiegu byłam lekko zestresowana. Zabieg trwał nieco ponad pięć godzin i upłynął mi w niezwykle miłej atomsferze, cudownych pań pielęgniarek i mojej koleżance, która mi towarzyszyła. Pięć godzin to czas, jaki poświęca się, aby uratować komuś życie! Pięć godzin!

Przez cały zabieg myślałam o moim genetycznym bliźniaku. Jeszcze tego samego dnia dostałam telefon od Pani Małgosi. Wiedziałam, że podczas tej rozmowy dowiem się czegoś o osobie, której pomogłam i na tą wiadomość czekałam najbardziej. Pani Małgosia powiedziała mi, że moją genetyczną bliźniaczką jest 34 letnia kobieta z Polski. Wtedy po raz kolejny popłynęły mi łzy. Myślę, że jeszcze nie raz będę płakać w związku z tą historią, mam jednak ogromną nadzieję, że będą to łzy szczęścia. Uczucie, które towarzyszy w momencie pobrania i tuż po nim jest niesamowite. Właśnie w ten sposób człowiek uświadamia sobie, że może zrobić coś dobrego dzięki swojemu istnieniu. Lekarstwo jest w nas. Zyskujemy nową ważna dla nas osobę. Osobę, której jesteśmy potrzebni. Osobę, która tak jak my ma dla kogo żyć! Wiem, że kilkoro moich znajomych dzięki tej historii zdecydowało się na dołączenie do bazy potencjalnych dawców i mam nadzieję, że jeśli to czytasz - a ciągle zwlekasz z rejestracją - to jednak zdecydujesz się na podjęcie tej decyzji. Decyzji, która może uratować czyjeś życie.

Chciałabym serdecznie podziękować fundacji DKMS, która jest cudowna, dzięki wszystkim tym, którzy tam pracują i tak bardzo angażują się w bezinteresowną pomoc innym. Jesteście niesamowici!

Najważniejszą rzeczą, jaką chciałabym przekazać pozostawiłam na koniec. Życzę mojej bliźniaczce dużo zdrowia. Wiem, że jesteś silną kobietą, że będziesz walczyć do końca. Nie ma dnia, w którym bym o Tobie nie myślała! Mam nadzieję, że kiedy już wyzdrowiejesz, będę mogła Cię uściskać.