Damian Kowalczyk

26 Luty 2018

Moja przygoda z DKMS zaczęła się w 2015 roku. Zarejestrowałem się do bazy potencjalnych dawców szpiku z poczuciem, że jest to pewnego rodzaju mój obowiązek. Szczera chęć podarowania drugiej osobie szansy na przeżycie.

19.10.2017..

Ten dzień zapisze się w mojej pamięci na długo.

Odbierając telefon z numeru zaczynającego się na (22) byłem przekonany,  że dzwoni kolejny telemarketer z "super ofertą" i tu zaskoczenie.. Przedstawia się miła Pani z Fundacji DKMS i pyta mnie czy dalej wyrażam chęć bycia Dawcą, bo jest osoba na świecie, której mogę pomóc. A więc jednak SUPER OFERTA :) Bez chwili wahania odpowiedziałem, że podtrzymuję swoją decyzję i jestem gotowy do pomocy. Od tamtego momentu myślami byłem ciągle z tą osobą. 

Pierwszym krokiem były badania na potwierdzenie zgodności genetycznej, które przebiegły bez problemu i z niecierpliwością czekałem na dalszy etap. Niestety nie obyło się bez problemów kiedy niespełna miesiąc później zostałem poinformowany, że stan Pacjenta się pogorszył i nie pozwala to na dalszą procedurę. Na szczęście nie trwało to długo. Ucieszyłem się, bo mój Bliźniak jest silny i się nie poddaje. Dokładnie tak jak ja.

W trakcie kolejnych badań, bardziej szczegółowych, okazało się, że moje wyniki są prawidłowe i zostałem ostatecznie zakwalifikowany do procedury pobrania krwiotwórczych komórek macierzystych z krwi obwodowej. Byłem szczęśliwy.

Nadszedł ten dzień!

Melduję się w klinice i przez 5 godzin, w miłej atmosferze wyrzucam z siebie komórki macierzyste dla mojego Bliźniaka...a właściwie Bliźniaczki. Wszystko przebiegło bezboleśnie! Mocno wierzę w to, że organizm "siostry" zaakceptował moje komórki i wygra ona  walkę z chorobą. Gdyby ktoś mnie dziś zapytał, czy poddałbym się ponownie temu zabiegowi bez wahania odpowiedziałbym, że TAK! Choćby dziś!

Serdecznie zachęcam wszystkich do rejestracji w bazie potencjalnych dawców Fundacji DKMS - bo, przecież POMAGANIE MAMY W GENACH!