Jan Nadolny

25 Październik 2017

Nazywam się Jan Nadolny. Mieszkam w Ocieszynie, gdzie prowadzę gospodarstwo rolne. Jestem normalnym człowiekiem jak każdy z nas, Ty i Ty i Ty... Kilka lat temu wydarzyło się jednak coś, co spowodowało, że jest we mnie odrobina wyjątkowości.

Kiedy syn mojego kolegi zachorował na raka, szkoła w Maniewie wraz ze Starostwem Powiatowym w Obornikach zorganizowała Dzień Dawcy. Zdecydowałem, że wezmę udział w obchodach i zapiszę się do bazy potencjalnych dawców szpiku.

Chciałem tym małym czynem, chodź w małym stopniu pomóc.

Trzy lata później na mój telefon domowy zaczął wydzwaniać jakiś numer. Początkowo nie odbierałem, ponieważ na ten telefon zwykle dzwonią osoby reklamujące jakieś produkty lub proszące o branie udziału w ankiecie. Kiedy przez kilka dni wydzwaniał wciąż ten sam numer, stwierdziłem, że to może być jednak coś ważnego. Postanowiłem odebrać telefon. Okazało się, że jest osoba, która pilnie potrzebuje pomocy, a to właśnie ja mogę uratować jej życie. Decyzję podjąłem od razu, nie zastanawiałem się ani przez chwilę. Chciałem pomóc.

Przez kolejne kilka miesięcy musiałem wykonać kilka niezbędnych badań. Okazało się, że zgodność genetyczna wynosi 10/10. Ustalono termin pobrania na sierpień. Początkowo chciałem przełożyć termin na kilka miesięcy później. Jako człowiek pracujący na roli, latem mam naprawdę dużo pracy. Zdałem sobie jednak sprawę, że za te kilka miesięcy może być już za późno. Podczas żniw starałem się oszczędzać jak tylko mogłem, niezwykle pomocna w tym okazała się moja rodzina, która cały czas mi pomagała.

Sierpień 2015 roku … pięć godzin pobierania komórek macierzystych z krwi obwodowej, nie jest to zabieg bolesny. Podczas całego okresu przygotowań do oddania krwiotwórczych komórek macierzystych oraz samego ich oddawania w głowie przyświecał mi jeden cel – ratunek czyjegoś życia. Co jest w tym wszystkim najpiękniejsze? Myślę, że szczęście jakie człowiek czuje, gdy dowiaduje się, że jego starania nie poszły na marne. Kiedy dowiedziałem się, że osoba której oddałem komórki – młoda mieszkanka Turcji - przeżyła i może teraz prowadzić normalne życie, popłakałem się ze szczęścia. Radość tą można porównać do narodzin swojego długo wyczekiwanego dziecka.

Chciałbym podziękować swojej rodzinie oraz przyjaciołom, którzy przez cały czas wspierali mnie i pomagali mi. Zachęcam wszystkich, aby zapisywali się do bazy dawców szpiku, brali udział w akcjach charytatywnych oraz czynili dobro. Czasem niewielki gest wystarczy, aby uratować czyjeś życie.