Karolina Junik

3 Czerwiec 2016

Początek mojej przygody z DKMS nie jest związany z żadną większą akcją, któregoś dnia po prostu zdecydowałam się dołączyć do bazy fundacji. Od tamtego dnia do poranka ok. 2 miesięcy temu, kiedy to usłyszałam pytanie czy chcę pomóc, minęło już sporo czasu, bo ok. 3 lat. Nigdy niecierpliwie nie czekałam na telefon, zawsze miałam nadzieję, że wszystkie moje bliźniaki genetyczne jakoś sobie radzą. I nagle padło pytanie czy nadal jestem w stanie pomóc? Bo właśnie teraz ktoś tego bardzo potrzebuje. Odpowiedź mogła być tylko jedna! Potem już tylko badania potwierdzające, badania wstępne i nadszedł dzień pobrania. W moim wypadku zdecydowano się na pobranie z krwi obwodowej. Cały zabieg trwał zaledwie ok. 5h i był całkowicie bezbolesny.

Wymagało to tak niewiele wysiłku z mojej strony, a mam nadzieję, że udało się dokonać czegoś wielkiego – uratować życie 20 letniego chłopaka. Dlaczego zdecydowałam się opisać swoją historie? Przez ostatni tydzień niemalże codziennie dane mi było usłyszeć historie, których scenariusz zawsze był taki sam. Normalne życie, nagła diagnoza, a potem czekanie na cud. A przecież cudem jest to, co może zrobić każdy z Nas. To zwykli ludzie tacy jak Wy mogą dokonać czegoś niezwykłego.