Katarzyna Fedevych

10 Październik 2017

Kiedy w kwietniu tego roku zadzwonił telefon z DKMS w sprawie kwalifikacji do oddania szpiku byłam bardzo zaskoczona, gdyż praktycznie zdążyłam już zapomnieć o tym, że kiedyś się rejestrowałam w Fundacji — to było tak wiele lat temu…

Początkowo byłam dosyć oszołomiona faktem, że znalazł się mój genetyczny bliźniak, ale bardzo chciałam mu pomóc — zaczęłam dużo czytać na temat samej procedury, badań, wymagań stawianych Dawcom. Kolejne badania krwi potwierdziły zgodność, wykluczyły różne choroby, jednak samo pobranie zostało odłożone ze względu na pogarszające się zdrowie potencjalnego Biorcy, co mnie bardzo zmartwiło. Zostałam jednak "zarezerwowana" na kolejne 3 miesiące i praktycznie pod koniec tego okresu telefon z DKMS zadzwonił ponownie — stan zdrowia Biorcy poprawił się w takim stopniu, że możliwy jest przeszczep!

Wkrótce trafiłam do kliniki pobrań, która przebadała mnie jeszcze raz, a także dokładnie przeszkoliła, głównie pokazując, jak robić sobie zastrzyki. A potem było już tylko odliczanie do dnia, kiedy miałam je sobie aplikować i oczywiście wielki dzień — oddanie komórek.

Niby od dawna wiedziałam, jak odbywać się będzie cała procedura, do myśli o oddaniu komórek zdążyłam się już przyzwyczaić, ale dopiero po całej procedurze pojawiła się ta trudna do opisania słowami świadomość tego, jak wiele oddanie szpiku oznacza dla samego Biorcy i dla jego rodziny. Dlatego namawiam wszystkich do przemyślenia sprawy i zarejestrowania się jako potencjalny Dawca, bo to naprawdę może uratować komuś życie.

Ważne jednak, by była to decyzja przemyślana — najgorsze, co można zrobić, to bezrefleksyjnie zarejestrować się pod wpływem jakiegoś impulsu, a potem odmówić oddania szpiku (zwłaszcza w późnej fazie, kiedy Biorca już jest przygotowywany niszczącymi chemioterapiami do przyjęcia nowych komórek — w takiej sytuacji odmowa oznacza dla niego po prostu wyrok śmierci).

Sam zabieg pobrania komórek jest praktycznie bezbolesny — jedynie, to może doskwierać to wielogodzinne siedzenie w fotelu. Co do zastrzyków, to może być różnie — ja ten okres 4 dni przed zabiegiem, kiedy sama aplikowałam sobie środek pobudzający tworzenie komórek zniosłam źle: dostałam wysokiej gorączki, a bóle kości i stawów oraz ból głowy praktycznie wyłączyły mnie z pracy i nie pozwalały spać. Nie jest tak jednak w każdym przypadku. Okazało się, że mój organizm pobudzany Neupogenem wytworzył znacznie więcej komórek niż było potrzebne i praktycznie "pobiłam" rekord kliniki.

Jak mi powiedziano, materiału miało starczyć na więcej niż jeden przeszczep. Objawy, jakie miałam, były więc wynikiem zbyt dużej ilości komórek w moim organizmie i ustąpiły wkrótce po aferezie, czyli pobraniu komórek z krwi.

Dlatego rejestrujcie się, ale świadomie, jeśli macie pytania — pytajcie, Fundacja rozwieje wszelkie wątpliwości.