Katarzyna Wiechnik

7 Styczeń 2018

Do bazy dawców zarejestrowałam się po śmierci Agaty Mróz. Któż nie pamięta jej heroicznej walki o  życie. Jej śmierć poruszyła mnie do głębi, sama wtedy byłam już matką.   

Jej się niestety nie udało ale zaczęło się więcej mówić o przeszczepieniach szpiku kostnego. I  kiedy po 8 latach zadzwonił do mnie telefon, nie mogłam powstrzymać łez wzruszenia. Zgadzałam się na wszystko.

Potem badania, potwierdzenie zgodności, kolejne badania  - jestem okazem zdrowia, hurra. Termin 2 tygodnie i upragniony dzień. Nie powiem -  igieł bałam się zawsze mimo, że urodziłam trójkę dzieci ale uwierzcie nie myśli się o tym.

Na pobranie komórek macierzystych pojechałam razem z mężem, moja osobista pielęgniarka, która 2 razy dziennie podawała mi czynnik wzrostu ( nie obraź się - doceniam to bardzo). Potem w szpitalu bardzo miły personel przygotował nas do zabiegu i się zaczęło. Przez cały czas był ze mną mąż a z kolegą obok żona -  pełen luksus. Niecałe 5 godzin i po wszystkim.

Oczywiście podziękowanie od lekarza i medal. Następnego dnia podziękowanie znowu z  DKMS (bardzo mili są wszyscy pracownicy – dziękuję) i informacja do kogo powędrował mój szpik, znowu się popłakałam bo stało się to dla mnie takie namacalne. Kobieta z USA. Znowu ogarnęła mnie empatia, bo według mnie  nie zrobiłam nic aż tak wielkiego ale dla rodziny  to szansa na życie ich ukochanej córki,  żony, matki a może babci.

Po niecałym miesiącu otrzymałam list od tej kobiety. To list pełen szczerych słów, słów wdzięczności za danie szansy na życie. Takie wydarzenie skłania człowieka do refleksji  i na pewno zaczynamy bardziej szanować i doceniać własne zdrowie i życie. Dlatego warto bo za naszym niewielkim poświęceniem,  kryje się ogrom przeżytego już cierpienia chorego ale i jego rodziny, przyjaciół, znajomych i nadzieja na normalne życie. Ofiarujmy „Im To”  bo  mamy to w sobie i naprawdę warto się  tym dzielić. Uwierzcie mi naprawdę warto.

Dlatego rejestrujcie się bo im więcej nas tym więcej szans żeby uratować ludzkie życie.