Małgorzata Kołek

9 Październik 2017

Każda historia jest inna, moja nie kończy się happy endem, ale Twoja może mieć szczęśliwe zakończenie!

Od zawsze, gdy potrzebowałam pomocy, w moim życiu pojawiały się osoby które wyciągały swoje pomocne dłonie. To dzięki nim zostały we mnie zapuszczone korzenie bezinteresownej pomocy. Gdy dowiedziałam się o akcji poszukiwania Dawcy dla chorej na białaczkę Ani na Akademii Ekonomicznej w Katowicach od razu wiedziałam że dołączę do bazy dawców- oczywiście (nie) miałam wtedy świadomość że komórki pobiera się z kręgosłupa, jak pewnie większość z Was, a przecież nie ma nawet takiej procedury pobrania.

Minęło 8 lat zanim dostałam informacje, że znalazł się mój bliźniak genetyczny i potrzebuje mojej pomocy. Badania kwalifikacyjne, potem wstępne i nadszedł dzień pobrania.

Ani razu nie miałam chwili zawahania, ale bałam się... bałam się podawania zastrzyków stymulujących wzrost komórek macierzystych- teraz już wiem że niepotrzebnie.

Szpik został u mnie pobrany metodą aferezy, która polega na oddzieleniu w separatorze (specjalistyczne urządzenie służące do oddzielania różnych składników krwi) komórek krwiotwórczych od innych komórek krwi. Do jednej żyły podłączana jest igła z drenem, którym krew płynie do separatora, do drugiej żyły krew po oddzieleniu komórek krwiotwórczych w separatorze wraca do Dawcy.

Nic strasznego. Moje komórki trafiły do 72 letniej Niemki. Miałam nadzieję że uda się nam spotkać, że poznam 'bliźniaka genetycznego'. Niestety po ok. 5-ciu miesiącach dostałam informacje, że Pacjentka zmarła. Na razie czekam na przywrócenie do bazy potencjalnych dawców.

Nie wahaj się! Nie ma nic piękniejszego niż podarowanie komuś szansy na drugie życie. Ciebie to nic nie kosztuje- masz to w genach! „Dobro. Im więcej go dajesz tym więcej dostajesz”