Tomasz Małyszewicz

21 Kwiecień 2017

Moja chęć pomagania dorastała wraz ze mną, aż do czasu średniej szkoły. Mam na myśli pomaganie przez krwiolecznictwo. Wtedy też miały miejsce moje pierwsze wyjazdy do punktów krwiodawstwa, gdzie mogłem oddać krew.

Jakiś czas później w mojej szkole była akcja rejestracji, gdzie można było zarejestrować się jako potencjalny dawca komórek macierzystych i szpiku kostnego. Przed zarejestrowaniem poczytałem i popytałem w celu poszerzenia mojej wiedzy odnośnie procedur pobrania. Po tej akcji w późniejszym terminie zaktualizowałem moje dane.

Będąc w bazie potencjalnych dawców cały czas cierpliwie czekałem na telefon wiedząc, że w każdej chwili mogę pomóc innej osobie.

Po paru latach dostałem telefon z Fundacji DKMS tuż przed moimi urodzinami. W czasie rozmowy z koordynatorem wypytałem się o wszystko i nadal podtrzymywałem chęć pomocy drugiej osobie. Pojawiło się uczucie radości, że mogę komuś pomóc i odpowiedzialność za siebie, moje zdrowie, a także za moją osobę. Uczucie nie do opisania. Pierwszym krokiem był proces typizacji potwierdzającej. Następnie otrzymałem telefon o dalszych krokach procedury i terminie badań wstępnych. Przez cały czas od procesu typizacji potwierdzającej do wyników badań wstępnych towarzyszył mi stres i myśli, co jeśli moje wyniki badań będą nieprawidłowe? Co wtedy? Przecież człowiek czeka na pomoc… Jednak wsparcie rodziny i najbliższych odpychało ode mnie te myśli na szary koniec. Otrzymałem telefon od Pani Koordynator, że moje wyniki są dobre i nie ma żadnych przeciwwskazań. Aż wreszcie nadszedł dzień pobrania komórek macierzystych metodą aferezy z krwi obwodowej, kilka dni przed świętami Wielkiejnocy.

Całe pobranie było profesjonalnie przeprowadzone, z bardzo dobrym personelem medycznym. Zakończyło się sukcesem. Trzeba było poczekać czy potrzebny będzie drugi dzień pobrania, czy ilość zebranych komórek macierzystych jest wystarczająca. Po otrzymaniu telefonu, że wszystko jest w porządku otrzymałem drugi telefon już z Fundacji z informacjami na temat mojego Biorcy. Mogę tylko powiedzieć, że jest to osoba w starszym wieku.

Po całym pobraniu pojechałem do domu. Teraz wspieram w modlitwie w intencji tej osoby o powrót do zdrowia. Uratować komuś życie to bezcenny dar. Jeśli się wahasz czy się zarejestrować, to warto zaznajomić się z procedurami, popytać dawców, zadać pytania do Fundacji DKMS (koordynatorzy odpowiedzą na każde pytanie). Teraz czekam na telefon o stanie zdrowia mojej osoby-biorcy. Wierzę, że wszystko będzie dobrze.

Ja nie żałuję, że się zarejestrowałem. Czuję się wspaniale, że mogłem pomóc drugiej osobie. Naprawdę warto pomagać innym.