Weronika Koc

Dwa lata temu we wrześniu 2015 roku zarejestrowałam się w bazie dawców szpiku, pamiętam, że zrobiłam to po mailu od siostry ciotecznej, kiedy ktoś z jej znajomych szukał Dawcy szpiku.

Od zawsze miałam pragnienie pomoc drugiej osobie oddając jej kawałek siebie, głębokie, skryte marzenie które się spełniło :) Pod koniec sierpnia otrzymałam maila od Fundacji DKMS z prośbą o pilny kontakt, sama nie wierzyłam w to co czytam, ale, że co? Że znalazł się mój bliźniak i jest w potrzebie? Ale, że to się dzieje na serio? Że ja? :D

Taaaaaak, dokładnie tak było robiło mi się zimno i gorąco na zmianę, mało się nie popłakałam, maila czytałam kilkanaście razy zanim sięgnęłam po telefon i zobaczyłam połączenia od nieznanego numeru, fakt nie odbierałam, bo myślałam, że jakiś bank znowu chce mi wkręcić w kredyt :D. Szybko oddzwoniłam pod podany numer, kiedy się przedstawiłam Pani z Fundacji od razu poinformowała mnie, że zostałam wytypowana jako zgodna z konkretnym Pacjentem chorym na białaczkę.

Pani z DKMS przeprowadziła ze mną wywiad, dopytała o aktualny stan mojego zdrowia, to czy zgadzam się i jestem pewna, że chce oddać szpik oraz czy akceptuję ewentualnie pobranie szpiku z krwi obiegowej lub z talerza kości biodrowej.

Następnie zostałam umówiona na badania wstępne, które potwierdziłyby zgodność z Pacjentem. Po kilku dniach otrzymałam informację, że wszystko się zgadza i że jestem proszona o przedłużenie rezerwacji dla Pacjenta. Od tego momentu postanowiłam, że codziennie będę się modlić za zdrówko dla mojego bliźniaka.

Jakie było moje zaskoczenie kiedy po niespełna tygodniu dostałam telefon, że szybciutko potrzebują mojego szpiku i żebym już pod koniec września zgłosiła się na badania ;) Następnie dostałam informację, że jestem okazem zdrowia i że na początku października odbędzie się pobranie krwiotwórczych komórek macierzystych z krwi obwodowej. Przez 5 dni musiałam przyjmować zastrzyk z czynnikiem wzrostu. Ta część była chyba najmniej przyjemna, kości bolały, w krzyżu łupało jak u staruszka, ale czym był mój mały ból w porównaniu z cierpieniem drugiej strony.

Teraz jestem już po i wiecie, jestem z siebie dumna, jestem wzruszona, że poświęcając chwilkę swojego czasu mogę uratować komuś życie, te 5 godzin w szpitalu minęły szybciutko, dzięki wspaniałym pielęgniarkom, które dbały o mnie jak o swoje dzieciątko, są kochane, przezabawne, a przede wszystkim cierpliwe i mają ogromne, dobre serce. Dziękuję :) Fundacja DKMS działa wspaniale, chwile po oddaniu szpiku otrzymałam telefon od Pani koordynator. Padło wiele pięknych, wzruszających słów. Dodatkowo dowiedziałam się, że moim bliźniakiem jest kobieta z Niemiec :).

Gdybym tylko mogła zrobić to jeszcze raz, nie zastanawiałabym się ani chwili :) !

Zachęcam z całego serca, rejestrujcie się, to nic, naprawdę nic was nie kosztuje, a możecie uratować komuś życie! :)