Wojciech Glugla

6 Grudzień 2017

Dwa lata temu, kiedy to za pośrednictwem aktywnie działającej w mojej szkole Drużyny Szpiku, zarejestrowałem się jako potencjalny dawca, nie miałem pojęcia jak ważną decyzję podejmuję i ile ta decyzja może znaczyć dla drugiego człowieka.

Pierwszy telefon z informacją o wstępnej zgodności z osobą chorą odebrałem w pociągu. Z wielką radością wyraziłem chęć pomocy!

Dopiero po badaniach wstępnych, zacząłem bardziej szczegółowo przyglądać się sprawie. W Internecie krąży wiele opinii na temat samego pobrania komórek macierzystych, duża ich część budzi początkowy niepokój. Dziś wiem, że najlepszym źródłem informacji są lekarze, pracownicy Fundacji oraz ludzie, którzy doświadczyli możliwości udzielenia tego typu pomocy.

Od momentu pierwszego telefonu, byłem w stałym kontakcie z pracownikami Fundacji. Kontakt ten utrzymywał mnie w przekonaniu, że wszystko, co ma się odbyć, jeśli zgodność zostanie potwierdzona, jest dla mnie bezpieczne, bezinwazyjne i przede wszystkim, że jestem w rękach profesjonalistów, dla których liczy się szczególnie moje bezpieczeństwo i dobre samopoczucie. Proces przygotowawczy przed pobraniem, polegający na przyjmowaniu czynnika wzrostu komórek, mimo, że wywoływał dyskomfort, był niczym w porównaniu ze świadomością, jak ważną misję realizuję.

Dziś jestem niezwykle szczęśliwy z faktu, że mogłem pomóc komuś w tak ważnej walce, jaką jest walka o własne życie. Mimo, że nadal czekam na informacje na temat stanu zdrowia Biorcy, to jestem pewny, że starania które podjąłem wspólnie z innymi osobami zaangażowanymi w pobranie komórek macierzystych, przyniosą wielkie efekty, a mój bliźniak genetyczny przeżyje jeszcze wiele chwil radości i szczęścia.