Jarosław Sieczka

10 Sierpień 2018

O tym, żeby móc komuś pomóc czy kogoś uratować marzyłem chyba od dawna. Stąd też pewnie moja pasja jaką jest Straż Pożarna. W końcu nadarzyła się okazja żeby kogoś uratować. I wiecie co?! Nie trzeba było wynosić nikogo z płonącego budynku czy z zakleszczonego na wskutek wypadku samochodu. Wystarczyły trzy godziny siedzenia na fotelu :D

Do Bazy Dawców zarejestrowałem się niedługo po ukończeniu 18. roku życia. Na początku, wiadomo, czekałem na telefon od Fundacji. Ale z czasem pomyślałem, że jak nie dzwonią to dobrze. Znaczy, że mój bliźniak jest zdrowy. I o całej sprawie trochę zapomniałem. Aż do marca tego roku, kiedy to dostałem telefon właśnie od Fundacji z informacją, że zostałem wytypowany jako zgodny dawca. Nie wahałem się ani chwili. Później tylko badania krwi aby sprawdzić zgodność między mną a pacjentem, badania weryfikujące czy mogę zostać dawcą i w lipcu udałem się do kliniki na pobranie komórek macierzystych z krwi obwodowej. Okazało się, że szpik ma trafić do mężczyzny z Polski.  

Mnóstwo ludzi pyta czy bolało. I tu rozwiewam wszelkie wątpliwości – NIE BOLAŁO!!! Jedyne z czym się zmagałem to delikatne objawy podczas przyjmowania czynnika wzrostu przed pobraniem i lekkie osłabienie po pobraniu. Ale czymże jest to w porównaniu do tego, że właśnie ratujesz komuś życie??? Niesamowite uczucie!

Nie musisz być bogaty i wpłacić milionów na jakąś organizację czy operację by uratować komuś życie. Wystarczy, że zarejestrujesz się w Bazie Dawców DKMS.  Bo to co masz w sobie nie da się przeliczyć na pieniądze. Masz życie i możesz się tym życiem podzielić z innymi!!!!

Mój Bliźniaku, gdziekolwiek jesteś i kimkolwiek jesteś – trzymam za Ciebie kciuki! Bądź dzielny! Nie daj się tej strasznej chorobie!