Historia Dawcy

Kornel i Jakub Skrzypczak - historia dawców

7 Luty 2019

Kornel i Jakub w jednym stali domu, Kornel na górze a Jakub na dole... ;)
Tak, tak a raczej w jednym pokoju - na piętrowym łóżku. Tak było kiedyś...
Teraz każdy dorosły i obaj pełni chęci pomagania.
Po rodzicach nie tylko otrzymaliśmy dobre geny" ale też dobre wzorce. Tak jak rodzice zostaliśmy honorowymi dawcami krwi. Jednak można zrobić coś więcej by dać komuś szansę i nadzieję.
Szlaki w Naszej historii przecierał Kornel.

Kornel lat 30 - starszy brat

Do bazy dawców zarejestrowałem się w czerwcu 2016r. Nie miałem konkretnych pobudek które mnie do tego skłoniły. Po prostu zamówiłem pakiet przez Internet. To nic nie kosztuje, nic nie boli więc postanowiłem dać sobie szanse by zrobić tak piękny gest dla obcego człowieka" o którym nic nie wiem. Jednak ten obcy człowiek" jest mi bliższy niż można sobie wyobrazić, to mój bliźniak genetyczny. Jego życie jest bezcenne nie tylko dla jego rodziny ale i dla mnie.

No i stało się, pół roku po rejestracji odebrałem telefon. Zakwalifikowanie się jako dawcy to był najlepszy prezent jaki dostałem na zbliżające się urodziny. Zaczęło się dziać. Zostałem skierowany na badania potwierdzające zgodność, następnie zaś na badania określające mój stan zdrowia. Prześwietlony od góry do dołu napotkałem się na problem, zmiana nowotworowa nerek - tłuszczak. Z prędkością światła, następnego dnia byłem już na rezonansie lewej nerki. Na szczęście wszystko okazało się nie groźne. Nie było już żadnych przeszkód by oddać szpik. Komórki macierzyste pobrane zostały z talerza kości biodrowej. Wszystko poszło gładko, w szpitalu spędziłem 3 doby. Panie na oddziale fantastyczne - tylko rączki całować ;)

Biorcą okazał się 2-letni chłopiec z Węgier. 
„Jestem szczęśliwy i dumny, że mój bliźniak genetyczny będzie mógł poznawać świat, bawić się i żyć!"

Ty też możesz to poczuć!

Jakub lat 25 - młodszy brat

Do bazy dawców zarejestrowałem się zaraz po tym, jak mój starszy brat został dawcą przeszczepu. Biorąc z niego przykład, zamówiłem pakiet przez Internet. To wszystko jest takie proste, a jak wiele może zdziałać. Tak bardzo zazdrościłem, a jednocześnie byłem dumny z brata, że wszystko potoczyło się dobrze. Czekałem z nadzieją, minęło trochę czasu i udało się. Telefon z fundacji dostałem we wrześniu 2018 roku. Pierwszy kontakt ze mną był utrudniony, jakiś dziwny numer próbował się do mnie „dobić". W pierwszej chwili pomyślałem - naciągacze, nie odbieram! Jednak przemiła Pani z fundacji przysłała sms, z prośbą o pilny kontakt.
Metody pobrania
„Poczułem, że to ten dzień."
Zostałem skierowany na badania potwierdzające zgodność. Po niedługim czasie, otrzymałem smutną wiadomość z fundacji. Biorca był w złym stanie i nie mógł przyjąć chemioterapii. Po dwumiesięcznym czasie nerwowego wyczekiwania dostałem informację, że mogę stawić się na badania, bo mój bliźniak genetyczny czuje się już lepiej. Termin pobrania został ustalony na koniec grudnia. Po serii badań i wywiadzie lekarskim, lekarz prowadzący zaniepokoił się pracą mojego serca. Usłyszałem wtedy, że w tym momencie moje zdrowie jest najważniejsze i musimy mieć 100% pewność, że jestem zdrowy. Potrzebny był rezonans magnetyczny serca, który dzięki fundacji miałem już dwa dni później. Okazało się, że jakiś czas temu przeszedłem zapalenie mięśnia sercowego. Jednak ta przypadłość nie dyskwalifikuje mnie jako dawcy, a pobranie komórek nie jest dla mnie niebezpieczne. Teraz oczekiwałem na telefon ostatecznie potwierdzający datę pobrania. Otrzymałem złe wieści - stan zdrowia biorcy znów się pogorszył i konieczna była zmiana terminu. Nowy termin ustalono na 7 stycznia tego roku.
 
W moim przypadku, lekarz prowadzący zdecydował się na pobór komórek macierzystych metodą aferezy. 4 dni przed planowanym poborem komórek musiałem przyjmować czynnik wzrostu komórek macierzystych by w krwi było ich jak najwięcej. Troszkę bolały mnie stawy jednak bardziej obawiałem się jak zniosę samo pobranie komórek i czy uda się pobrać potrzebną ilość komórek jednego dnia. Musiałem być przygotowany, że następnego dnia będziemy musieli pobrać brakującą liczbę komórek.


Pielęgniarka oddziałowa nastraszyła mnie, że trochę to potrwa. Odseparowanie komórek macierzystych miało trwać od 4 do 6 godzin. Podczas leżenia na fotelu, z resztą bardzo wygodnym nie czułem żadnego bólu. Po godzinie od rozpoczęcia pobrana została próbka w celu określenia zawartości i jakości komórek macierzystych. Po niespełna 2 godzinach przyszły wyniki, już wystarczy. Zostałem małym rekordzistą! ;) Panie w szpitalu bardzo sympatyczne, wszystko przebiegało w miłej i przyjaznej atmosferze. Kilka dni później otrzymałem telefon z fundacji.
„Moim bliźniakiem genetycznym jest 8-letni chłopiec. Uwaga, uwaga... Skąd? Z Węgier!"
Obaj chcemy bardzo podziękować całemu sztabowi fundacji DKMS oraz wszystkim pracownikom szpitala z Poznania w którym oddawaliśmy komórki za wspaniałą opiekę, pomoc w nawet najmniejszej sprawie i poprowadzenie Nas krok po kroku.
Być może to przypadek, że Nasi biorcy pochodzą z tego samego kraju. A może oni także są ze sobą spokrewnieni? Chcielibyśmy się tego kiedyś dowiedzieć. Jednak teraz cieszymy się, że dzięki Nam, fundacji i pracownikom szpitala udało się podarować komuś cud. 

Cud życia na który czekały te malutkie istnienia i ich rodziny.

Jest też trzeci brat - najstarszy

Może i on będzie miał szanse tak pięknie kogoś obdarować. Apel do wszystkich którzy jeszcze nie zapisali się jako potencjalni dawcy komórek macierzystych: To nic nie boli, nic nie kosztuje a daje tak wiele!
Na zdjęciu - My i Nasze adopciaki. Zachęcamy wszystkich którzy decydują się na zwierzątko. Nie kupujcie - adoptujcie! Podarujcie im dobre życie, bądźcie odpowiedzialni i obdażcie je miłością. Takie zwierzaki to najwspanialsi przyjaciele. Będą wdzięczne i wierne przez całe życie.