Historia Dawcy

Magdalena Maliszewska - historia dawcy komórek macierzystych

12 Marzec 2019

Mam na imię Magdalena, właśnie skończyłam studia, za chwilę kończę 25 lat i wychodzę za mąż, a na początku roku zostałam dawcą szpiku. Co za rok! Jako mała dziewczynka marzyłam o starszym bracie, który by się mną opiekował i we wszystkim mi pomagał. Rodzice tłumaczyli mi, że jest to niemożliwe, bo jestem ich najstarszym dzieckiem i sprawili mi młodszego braciszka.

Mylili się!

Okazało się, że mam starszego brata - mojego bliźniaka genetycznego i że to on potrzebuje mojej pomocy. Nie zastanawiałam się co zrobić i tak jak bez wahania oddałabym krwiotwórcze komórki macierzyste rodzonemu bratu tak oddałam je swojemu bliźniakowi genetycznemu. To była najlepsza i zarazem najbardziej normalna rzecz jaką mogłam zrobić!
Dzień, w którym dowiedziałam się, że mój bliźniak mnie potrzebuje zapamiętam chyba do końca życia. Zobaczyłam SMS z DKMS: "Prosimy o pilny kontakt." - pełna emocji, domyślając się co taki SMS oznacza od razu oddzwoniłam i dowiedziałam się, że jest zgodność genetyczna z osobą chorą na białaczkę. Bez namysłu potwierdziłam, że ciągle chcę pomóc i że zgadzam się na obie metody pobrania. Pani z DKMS umówiła mnie na badania wirusologiczne oraz potwierdzające zgodność - zwykłe pobranie krwi. Wyniki były prawidłowe i dostałam informację, że czekamy na decyzję kliniki Biorcy.

Najdłuższe tygodnie w moim życiu

Codziennie myślami i modlitwą byłam przy moim bliźniaku, rozmyślałam jak się czuje i czy wszystko się uda. Po około 2 miesiącach dostałam w końcu upragniony telefon - mamy termin pobrania! Zostałam skierowana do kliniki pobrań na badania wstępne - spędziłam tam bardzo miły dzień, przebadano mnie od stóp do głów, mogłam również zobaczyć jak wygląda miejsce, w którym oddam krwiotwórcze komórki macierzyste. Po paru dniach dostałam potwierdzenie, że jestem całkowicie zdrowa i mogę zostać dawcą, metoda pobrania - z krwi obwodowej. 
Metody pobrania

#NIESAMOWITEUCZUCIE

W dniu pobrania stawiłam się w klinice o 8 rano. Byłam bardzo podekscytowana, szczęśliwa i pełna nadziei że uda się Komuś uratować życie. Pobranie trwało tylko 3 godziny, nie czułam żadnego bólu, nawet przy wbijaniu igły. Całemu procesowi towarzyszyła myśl o moim bliźniaku, który mnie potrzebował - nic więcej się nie liczyło. Po wszystkim dostałam legitymację dawcy i odznakę. Najważniejszym momentem tego dnia był jednak telefon z DKMS. Zapytano mnie czy zdaję sobie sprawę jak ważną rzecz zrobiłam i przekazano, że Biorca i cała jego rodzina są mi strasznie wdzięczni i pragną mi bardzo podziękować. Wzruszyłam się. To było naprawdę uskrzydlające uczucie!
Tak niewiele potrzeba, by podarować komuś nadzieję i szansę na nowe życie.
To nic nie kosztuje, nie boli, nie wymaga żadnych poświęceń, ale nawet gdyby wymagało i gdyby to miał być najgorszy ból w życiu to czy nie warto? Co może być ważniejszego od ludzkiego życia? Nic! Ja nie zawahałabym się i drugi raz zrobiłabym to samo. Dlatego zachęcam wszystkich, zarejestrujcie się i zwiększcie czyjeś prawdopodobieństwo na przeżycie! To nasz ludzki obowiązek.

ty też możesz pomóc!

Mój starszy bracie! Mam nadzieję, że czujesz się lepiej i niedługo całkowicie wyzdrowiejesz!