Historia Dawcy

Maja Sikorska - historia dawcy komórek macierzystych

29 Styczeń 2019

Po skończeniu 18 lat, rejestrując się jako potencjalny dawca, nie myślałam, że to ja kiedykolwiek będę miała szansę uratować komuś życie. Zarejestrowałam się automatycznie z myślą „tak trzeba”, nie przywiązując wagi do tej chwili.
Po 2 latach telefon zadzwonił. Usłyszałam, że na świecie jest osoba, która czeka na mój szpik. Od razu poczułam, że pragnę jej pomóc, że muszę to zrobić. Chwilę później znalazłam się w szpitalu na szczegółowych badaniach stanu mojego zdrowia. Bardzo się ucieszyłam, gdy dostałam telefon, że jestem zakwalifikowana jako dawca, że cały ten proces właśnie teraz się rozpoczyna.
Proces pobrania w moim przypadku trwał 2 dni. Po 4 godziny dziennie. Trzeba było uzbroić się w cierpliwość, ale było warto. Cały czas miałam wsparcie i pomoc mojego chłopaka oraz pań pielęgniarek, które były tak czułe, opiekuńcze i przyjazne (za co bardzo im dziękuję), że ten czas minął przyjemnie i spokojnie.
Maja to dawczyni, która podzieliła się cząstką siebie z potrzebującym przeszczepienia pacjentem dzieli się swopja historia
Parę godzin po oddaniu dowiedziałam się, że moje komórki są już w samolocie, w drodze do Stanów Zjednoczonych i niedługo odbędzie się podanie przeszczepu.

Myślę, że to była jedna z najpiękniejszych chwil w moim życiu. To, że można namacalnie pomóc innej osobie jest uczuciem nie do opisania.

Nie będę się zastanawiać jeśli jeszcze kiedykolwiek zadzwoni telefon. Gorąco polecam rejestracje w DKMS. Naprawdę warto!