Mariusz Rak - HISTORIA DAWCY KOMÓREK MACIERZYSTYCH

18 Grudzień 2018

Moja historia z DKMS zaczęła się rok temu.

Wspólnie z żoną pewnego wieczoru postanowiliśmy zarejestrować się do bazy dawcy szpiku, po jakimś czasie dostaliśmy pakiety rejestracyjne i tak się zaczęła moja historia z DKMS.

NO I TYLE  ŻYCIE DALEJ PŁYNĘŁO JAK ZAWSZE. 

Aż do momentu kiedy ze zdrowiem mojego ojca było bardzo źle. Wtedy dla mnie świat stanął w miejscu i rozpoczęła się walka o życie ojca bez powodzenia. To był ciężki czas dla mnie. Ta bezradność i bezsilność... i w dniu pogrzebu ojca zadzwonił telefon, tak to był ten telefon  z fundacji DKMS. Wtedy  dowiedziałem się,  że mój bliźniak genetyczny zachorował i potrzebuje pomocy. Nie zastanawiałem się ani sekundy, powiedziałem TAK jestem gotów i  poszło. Zostałem umówiony na wstępne badania potwierdzające czy kwalifikuję się aby zostać dawcą. Po miesiącu dostałem kolejny telefon potwierdzający zgodność genetyczną i moje zdrowie. Zaczęła się procedura przygotowawcza. Został wyznaczony termin na szczegółowe badania i termin pobrania. Przekazano mi zastrzyki do podawania z czynnikiem wzrostu i instrukcję jak je stosować. Starałem się przygotować do tej misji jak najlepiej.

W dniu pobrania byłem bardzo przejęty i pełen obaw, ale gdy dotarłem do kliniki to wszystko się zmieniło. Personel i atmosfera bardzo miła, więc czas pobrania minął bardzo szybko. Później dowiedziałem się, że udało się pobrać 3 razy tyle szpiku niż potrzebowano, więc ucieszyło mnie to bardzo. Jak wracałem do domu dostałem telefon z fundacji, że pomogłem kobiecie z AUSTRALII. Byłem w szoku, że na drugim końcu świata mam bliźniaczkę. Uczucie jakie od początku mi towarzyszy aż do tej pory jest nie do opisania. Od tamtego telefonu moje podejście do życia się zmieniło bo wiem że gdzieś tam jest osoba która jest moją siostrą genetyczną i mogłem jej dać szanse na drugie życie. Często zastanawiam się co u niej i czy wraca do zdrowia.

Tak na koniec tej historii przesłanie dla tych co się boją bólu a wiem, że tak jest bo sam miałem obawy. Trzeba lęki przezwyciężać, więc NIE to nic nie boli i naprawdę nie ma się czego bać a można pomóc. Uczucie jest niesamowite.

WIĘC POMAGAJMY!!! BO WARTO POMAGAĆ ...