Marta Sławek

29 Sierpień 2018

Cześć, nazywam się Marta i jestem "igłą znalezioną w stogu siana." W czerwcu oddałam komórki macierzyste dla Osoby chorej na nowotwór krwi.

Niesamowite jest to, że dokładnie pamiętam moment, w którym zdecydowałam zapisać się do bazy potencjalnych dawców szpiku fundacji DKMS.
Dołączyłam 5 lat temu podczas akcji organizowanej na mojej uczelni - wtedy nie do końca zdawałam sobie sprawę, jak ważną decyzję podjęłam.
Kiedy odczytałam maila informującego, że mój Bliźniak genetyczny jest w potrzebie, byłam w szoku, ale jednocześnie wiedziałam, że jeśli  kilka lat temu powiedziałam A, to teraz trzeba powiedzieć B. Cała procedura potwierdzenia zgodności pomiędzy mną, a moim Bliźniakiem odbyła się bardzo sprawnie i po 3 miesiącach od otrzymania wiadomości znajdowałam się już w klinice, gdzie odbyła się procedura pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej.

Kiedy przechodziłam kolejne badania, a termin pobrania zbliżał się wielkimi krokami, zaczynałam łapać się na tym, że coraz częściej myślę o Osobie, której mam pomóc. Przed snem często zastanawiałam się kim jest, jak się czuje, czy poza zgodnością tkankową coś jeszcze nas łączy. Głęboko wierzyłam, że ma wsparcie bliskich i ma dla kogo walczyć. Niesamowite jest to, że z całych sił, każdą komórką swojego ciała kibicowałam Osobie, której kompletnie nie znałam, o której nie wiedziłam zupełnie nic, poza tym, że potrzebuje mojej pomocy.

Kilka dni przed pobraniem nastąpił czas intensywnych przygotowań mojego organizmu do procedury. Przyjmowałam leki, które dopingowały mój szpik do produkcji znacznie większej ilości komórek. Był to czas, kiedy moje samopoczucie nie było na najwyższym poziomie, odczuwałam ból kości – szczególnie intensywny w okolicy żeber i mostka. Jednak myśl, że to co robię, ma sens, całkowicie przesłaniała te niedogodności.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że podczas mojego krótkiego pobytu w klinice pobrania, stało się coś, co pozwoliło uratować życie innego czlowieka. Po pobraniu byłam z siebie dumna, ale jednocześnie nie mogłam uciszyć myśli i poukładać ich w głowie. Po kilku godzinach otrzymałam telefon z Fundacji, pełen ciepłych słów i podziękowań. Wtedy również poznałam płeć, wiek i kraj pochodzenia mojego Bliźniaka. Był to czas ogromnego wzruszenia, czułam wręcz, jakby te wspaniałe emocje nie mieściły mi się w sercu.

Kiedy ktoś dowiaduje się, że oddałam komórki szpiku, zadaje pytania, które wracają jak echo, przy każdym kolejnym rozmówcy.
Czy się bałam? -  Oczywiście, że tak.
Czy sama procedura jest bolesna? -  Najbardziej bolesne jest samo założenie wenflonów, jednak jest to chwilowy ból.
Czy zdecydowałabym się zapisać do bazy DKMS i czy zgodziłabym się na pobranie komórek szpiku drugi raz?    -  Bez zastanowienia.
Bo chyba nie ma skali, która porównywałaby mój strach przed nieznaną sytuacją ze strachem osoby chorej, która każdego dnia boi się o dzień kolejny. Jak można porównać mój dyskomfort związany z założeniem wenflonu, do ogromnego cierpienia i bólu osoby chorej. Podczas pobytu w klinice widziałam przerażenie w oczach chorych, byłam świadkiem tego, jaki ból towarzyszy im każdego dnia.

Cieszę się, że  tą niewielką cząstką mnie, która poleciała w świat, mogłam pomóc i wziąć udział w bitwie, która jestem pewna, bedzie wygrana. Mam nadzieję, że niedługo dostanę telefon z wiadomością, że udało nam się zwyciężyć i sprawić, że mój Bliźniak odzyska zdrowie.

Kiedy opowiadam swoją historię innym, do tej pory nie mogę uwierzyć, że mi się to przytrafiło. Często słyszę, "Marta, jesteś bohaterką", "On wygrał Cię w totolotka", "Uratowałaś komuś życie", "Jesteś aniołem" - piękne słowa . Każdy z Was może to samo przeżyć - wystarczy zamówić pakiet i dołączyć do ekipy DKMS.

To jest najlepsza rzecz, jaką zrobiłam w swoim życiu - Ty też możesz – Pamiętaj, pomożesz bo możesz, masz to w genach ... :)