Historia Dawcy

Monika Jaciubek - magister farmacji

11 Luty 2019

Nazywam się Monika, mam 24 lata. Niedawno skończyłam studia i aktualnie pracuję, jako magister farmacji w aptece, więc pomaganie innym poniekąd towarzyszy mi, na co dzień. Do Bazy Potencjalnych Dawców Szpiku zarejestrowałam się na I roku studiów. W zasadzie była to decyzja spontaniczna - widząc stoisko z uśmiechniętymi wolontariuszami zachęcającymi do rejestracji nie sposób było przejść obok nich obojętnie. Mimo spontaniczności, moja decyzja była bardzo świadoma i dojrzewała we mnie już jakiś czas. Rejestracja w bazie wydawała mi się być rzeczą naturalną i nie spodziewałam się, że kiedykolwiek zmieni moje życie.
Rok później, w dniu moich imienin po raz kolejny zadzwonił  do mnie obcy numer, w tym samym momencie otrzymałam e-mail od fundacji z prośbą o pilny kontakt. Kolejny telefon odebrałam i dosłownie mnie zamurowało. Usłyszałam tylko słowa, że jest biorca, który potrzebuje mojej pomocy, że mogę komuś uratować życie, czy nadal podtrzymuje chęć oddania komórek macierzystych szpiku. Przebieg całej rozmowy pamiętam jak przez mgłę, z emocji cała się trzęsłam. Oczywiście bez wahania się zgodziłam! Byłam tak podekscytowana, że tą radość trudno opisać. Obdzwoniłam wszystkich moich bliskich, którzy byli w takim samym szoku jak ja! To był najlepszy prezent, jaki mogłam dostać! Przez kolejne dni trudno mi było się na czymś skupić, cały czas byłam myślami z moim bliźniakiem genetycznym.
Bardzo szybko zostałam skierowana na szereg badań, które miały potwierdzić moją zdolność do oddania komórek macierzystych szpiku. Tu pojawił się pewien strach, a co jeśli będzie coś nie tak? Nie będę w stanie pomóc drugiej osobie, która tak tego potrzebuje? Na szczęście obawy były niepotrzebne i pomyślnie przeszłam wszystkie badania. W czasie badań czułam się nieco nieswojo, ponieważ wszyscy lekarze i pielęgniarki traktowali nas dawców, jak kogoś wyjątkowego, jak bohaterów, którymi nie jesteśmy.
Termin pobrania miałam wyznaczony miesiąc później. Przez 4 dni przed pobraniem przyjmuje się zastrzyki z czynnikiem wzrostu- zupełnie bezbolesne, cieniutka igła, której nawet nie czuć. W czasie przyjmowania zastrzyków odczuwałam minimalny ból kości, porównywalny do tego w trakcie grypy, ale to nic w porównaniu do cierpienia chorych czekających na przeszczepienie. Sam dzień pobrania minął mi bardzo szybko i przyjemnie. Komórki macierzyste miałam pobierane z krwi obwodowej, więc do moich zadań należało wyłącznie siedzenie w wygodnym fotelu przez 4h i ograniczenie ruchów do minimum. Wspaniałe pielęgniarki nie pozwoliły mi się w tym czasie nudzić. Były niesamowicie pomocne i radosne, więc cała procedura odbyła się w dobrych humorach. 
Co godzinę ktoś na świecie słyszy diagnozę nowotwór krwi
Jeśli chodzi o sam proces pobrania komórek, to wbrew stereotypom to NIC NIE BOLI. W zasadzie nawet tego nie czuć. Po powrocie do mieszkania otrzymałam telefon w fundacji z pytaniem o moje samopoczucie, o cały przebieg procesu oraz o to czy chce wiedzieć, kto otrzymał moje komórki. Okazało się że podarowałam cząstkę siebie 59-letniej Pani z Czech. Słysząc tą wiadomość popłakałam się ze wzruszenia. Radość, jaka towarzyszyła mi podczas całej procedury jest nie do opisania. Czułam też ogromną satysfakcję, że robiąc tak niewiele udało się zrobić tyle dobrego. Od tej pory zupełnie obca osoba stała mi się bliska. Nie było dnia, abym nie myślała, czy żyje, czy wyzdrowiała.
Po 2 latach otrzymałam ostatnią informację o stanie zdrowia mojej bliźniaczki. Całe szczęście jest już w pełni zdrowa i wróciła do normalnego życia :) Niestety prawo zabrania nam jakiegokolwiek kontaktu, więc zostaje mi być z nią tylko myślami.
Oprócz całego procesu pobrania komórek macierzystych chciałam też wspomnieć o wspaniałych ludziach, którzy tworzą Fundację DKMS. Wszystkie osoby, które miałam przyjemność poznać, kochają swoją pracę i swoją pasją do idei dawstwa zarażają wszystkich dookoła. Zrzeszają wolontariuszy do wspólnych działań, a także organizują spotkania dawców faktycznych zrzeszonych w Klubie Dawców Szpiku, przez co umożliwiają nam poznanie fantastycznych ludzi, których celem jest szerzenie idei dawstwa. Ostatnio miałam ogromną przyjemność wziąć udział w spocie promującym ideę dawstwa. Jest on skierowany głównie do młodych ludzi, w celu zachęcenia do rejestracji i namawiania do tego innych. Ma na celu pokazanie, że my - dawcy, jesteśmy normalnymi ludźmi, pełnymi energii i każdy z nas może być częścią naszej wspólnoty. Pokazujemy, że pomaganie daje mnóstwo radości!

Pomożesz? Bo możesz! Masz to w genach!