Historia Dawcy

Natalia Uliasz - historia dawcy komórek macierzystych

16 Kwiecień 2019

Moja historia nie różni się ani trochę od innych. Wkraczając w dorosłość jedną z pierwszych decyzji jaką podjęłam, była decyzja o zarejestrowaniu się w bazie DKMS. Byłam świadoma z czym wiąże się moja decyzja, jednak w głębi duszy byłam przekonana, że mój bliźniak jest cały i zdrowy.
Niestety lub stety w październiku dostałam wiadomość o wstępnej zgodności i pytaniem czy nadal jestem chętna aby pomóc. Oczywiście odpowiedź mogła być tylko jedna. I tak zaczęła się walka o zdrowie  mojego bliźniaka. Po kolejnych badaniach okazało się, że stan się pogorszył i nie ma możliwości przeszczepu, pozostaje czekać… Więc czekałam… strasznie niecierpliwie zresztą, denerwując się i modląc, żeby stan się poprawił.
I tak w styczniu dostałam telefon, że stan się poprawił i mamy zgodę na przeszczep. Zaczął się dalszy etap badań, przyjmowanie zastrzyków, które miały pomóc w dalszym etapie, ponieważ oddałam komórki z krwi obwodowej. Niestety mój organizm zastrzyki znosił dość opornie, jednak pomimo tych niedogodności, wiedziałam, że walczę o życie dla kogoś. Samo oddanie szpiku kompletnie nic nie boli, zdecydowanie nie ma się czego obawiać. Poza tym ogromne podziękowania należą się dla opieki w szpitalu, Panie pielęgniarki, były niczym Anioł Stróż. Po oddaniu komórek, dostałam telefon, że mój szpik poleciał do kobiety do Grecji. I chociaż niestety nie mam wiadomości co dalej, w głębi duszy mam nadzieję, że jest wszystko dobrze.

Czy warto?

Zdecydowanie, to uczucie nie do opisania, kiedy dowiadujemy się, że możemy uratować komuś życie.

Czy zrobiłabym to jeszcze raz?

Jasne, mając u boku takich ludzi, którzy byli dla mnie ogromnym wsparciem mogłabym góry przenosić! Dziękuję im jeszcze raz za wszystko!