Historia Dawcy

Paweł Straus - historia dawcy komórek macierzystych

22 Listopad 2019

Chciałbym w skrócie podzielić się z Wami moją historią zawiązaną z pobraniem komórek krwiotwórczych. Dziewięć lat temu oddałem pierwszy raz krew jako HDK, wówczas zacząłem troszkę czytać w jaki sposób mogę jeszcze „podzielić się sobą” z potrzebującymi. Przeczytałem artykuł nt. Fundacji DKMS i podjąłem decyzję o rejestracji. Z tego co pamiętam wypełniłem formularz on-line i dostałem przesyłkę z zestawem do pobrania wymazu z wewnętrznej strony policzków. Niezwłocznie wykonałem czynności zgodnie z zaleceniami i odesłałem materiały.
 
Do tego roku tj. 2019 DKMS kontaktował się ze mną listownie – przypominając o swoim istnieniu – dostawałem różnego rodzaju broszury informacyjne. Z mojej strony raz musiałem skontaktować się z Fundacją DKMS informując o zmianie numeru telefonu.
 
Bodajże na początku września 2019 otrzymałem telefon z Fundacji z informacją, iż zostałem wytypowany jako zgodny dawca z konkretnym pacjentem chorym na białaczkę. Standardowo byłem pytany czy nadal wyrażam zgodę na pobranie i na którą metodę się zgadzam (te pytania padały praktycznie przy każdej rozmowie). Myślę, że osoba decydująca się na rejestrację powinna mieć na tyle trzeźwo podjętą (przemyślaną) tą decyzję i nie powinna zmieniać zdania wiedząc, że od tego zależy życie drugiej osoby.  
 
Nie muszę chyba Wam mówić jaki tego dnia czułem się podekscytowany i szczęśliwy. Po rozmowie telefonicznej otrzymałem wiadomość mailową zawierała ona m.in. link do informacji dla dawców oraz link do ankiety zdrowotnej. Niezwłocznie wypełniłem ankietę, wydaje mi się, że jeszcze tego samego dnia skontaktowała się ze mną Pani z DKMS, aby umówić mnie na pobranie 30ml krwi do badania. Wybór placówek u mnie w mieście był dość spory – mogłem sobie dostosować datę jak i czas pobrania tak żeby nie kolidowało to w żaden sposób z moją pracą. 7.00 – odpowiednia godzina, aby nie czuć jeszcze głodu i zdążyć do pracy. Na miejscu byłem przed otwarciem placówki. Na szczęście nie czekałem długo, ponieważ Pani z obsługi również dotarła przed czasem. Udało się wszystko załatwić jeszcze przed 7.00 w miłej atmosferze.
Metody pobrania
 
Minęło kilka dni – otrzymałem telefon z informacją, że wszystko się zgadza oraz że czekamy na odpowiedź z kliniki biorcy. Poproszono mnie również o informowanie DKMS w razie planowanego jakiegoś dłuższego wyjazdu zagranicznego.
 
W połowie października zadzwoniła do mnie Pani Kamila z DKMS a niezwłocznie po rozmowie wysłała email – ustaliliśmy dzień dokładnych badań w klinice oraz dzień pobrania. Dostałem również szereg informacji m.in. broszurę informacyjną z kliniki gdzie miały się odbyć badania i pobranie, informację dla pracodawcy oraz blankiet rozliczenia kosztów. Badania odbyły się stosunkowo szybko ok. tydzień później. Pierwszy raz w życiu miałem wykonywane USG i EKG – teraz już wiem co te magiczne skróty znaczą – nie boli. Z ciekawostek mogę wymienić jeszcze, że zdecydowałem się sam sobie dawać zastrzyki w związku z tym musiałem odbyć niezbędne szkolenie – niezapomniane wrażenie. Zostałem zaopatrzony w zapas zastrzyków i wróciłem do domu.
 
Kilka dni później odebrałem telefon z DKMS o ostatecznej kwalifikacji dawcy, w ślad za tym przyszła wiadomość email zawierająca „telefony alarmowe” do DKMS i do lekarza z kliniki.
 
Pobranie zostało ustalone mniej więcej w połowie listopada, na 4 dni przed tą datą zacząłem przyjmować zastrzyki. Trochę poczytałem wcześniej relacji innych dawców oraz podpytałem mojego przyjaciela (pracownik onkologii), dowiedziałem się, że może wystąpić ból w kościach jak przy grypie. Pierwszy zastrzyk wziąłem rano w pracy, czułem się normalnie, żadnego bólu. Po drugim czułem lekki ból w okolicach łopatek. Po trzecim było źle, bardzo źle – wtedy sobie uświadomiłem, że skoro to jest ból jak przy grypie to ja jeszcze nigdy w życiu grypy nie miałem. Pozwoliłem sobie skorzystać z telefonu do lekarza w klinice z prośbą o informację czy mogę przyjąć jakieś tabletki przeciwbólowe. Niestety te, które zostały wymienione na mnie nie działają, więc po co się truć – trzeba było przetrwać jakoś te pozostałe 3 dni. Po 2 dniach ból znacząco się zmniejszył.
 
Nadszedł dzień pobrania. Uległem namowom i do kliniki nie pojechałem własnym samochodem – to była dobra decyzja. Pojawiłem się na miejscu ok. 15 min przed wyznaczoną godziną. Zostałem przywitany przez personel medyczny. Na początku trzeba było ubrać się w stosowne odzienie szpitalne, następnie zostały założone mi 3 wenflony i została pobrana krew do badania. Następnie zostałem poproszony o przejście do pomieszczenia przydzielonego dla mnie, zostało mi dostarczone śniadanie i poranna kawa. Chwilę później pojawił się Pan Doktor z separatorem i zaczęło się podłączanie. Opowiedziałem lekarzowi jakie miałem bóle podczas przyjmowania zastrzyków – stwierdził, że to świetna informacja, podobno im większy ból tym lepszy materiał! Zostałem odłączony od separatora po ok 4,5 h. Podczas oczekiwania na wyniki badań materiału i krwi po pobraniu dostałem obiad i upragnioną kawę.
 
Wszystko wypadło pozytywnie lekarz poinformował mnie, że zebrano wystarczającą ilość komórek. Dostałem wyniki badań, wypis ze szpitala, książeczkę Dawcy Przeszczepu i podziękowanie od lekarza z uściskiem dłoni.
 
Na drugi dzień zadzwoniła do mnie Pani z DKMS z podziękowaniem i z informacją komu zostały w dniu dzisiejszym podane komórki ode mnie – młody mężczyzna z Rosji. Jestem niezmiernie szczęśliwy, do dziś uśmiecham się na samą myśl o tym, że miałem możliwość „przekazać” komuś życie.