Radosław Zieliński

23 Marzec 2018

We wrześniu 2017r. w moim rodzinnym mieście były organizowane dni dawcy, na które poszedłem i zarejestrowałem się. Już w październiku otrzymałem telefon z DKMS, że zostałem wytypowany jako zgodny dawca z konkretnym pacjentem chorym na białaczkę.

Pani spytała czy nadal jestem gotowy na oddanie szpiku. Moja odpowiedź mogła być tylko jedna: TAK, OCZYWIŚCIE. Nie ukrywam od tego momentu nie było dnia w którym bym nie myślał o tym jak to będzie, czy faktycznie się uda dać komuś szansę na drugie życie.

Na początku grudnia udałem się do Warszawy na badania wstępne które przeszedłem, zaś samo pobranie miało się odbyć przed Świętami Bożego Narodzenia. Otrzymałem jednak informacje z DKMS, że mój biorca poczuł się gorzej i pobranie trzeba przesunąć w czasie.

Zmartwiło mnie to gdyż bardzo chciałem pomóc tej osobie. W połowie stycznia dowiedziałem się że pobranie odbędzie się na początku lutego, bardzo się ucieszyłem. Nadszedł w końcu TEN DZIEŃ. Tą datę będę pamiętał już zawsze.

Profesjonalna opieka w klinice w Warszawie, ponad 5 godzin i moje komórki macierzyste były gotowe do transportu dla biorcy. Sam zabieg pobrania nic nie bolał. Tak naprawdę to czas by trochę zwolnić, pomyśleć i przy okazji zrobić coś dla drugiego człowieka. Już w hotelu dowiedziałem się, że komórek macierzystych wystarczy. Po chwili zadzwonił Pan z DKMS z pytaniem czy chciałbym wiedzieć komu podarowałem cząstkę siebie, która daje szanse na nowe życie mojemu bliźniakowi genetycznemu.

Moje komórki macierzyste odbyły długą drogę do mężczyzny w średnim wieku mieszkającego za oceanem. To niesamowite uczucie. Czekam z niecierpliwością na informacje z Fundacji o stanie jego zdrowia. Ludzie rejestrujcie się w DKMS bo tak naprawdę

tak niewiele trzeba by dać szansę komuś na nowe życie. Warto!!!