Historia Dawcy

Sandra Słonina - historia dawcy komórek macierzystych

8 Październik 2019

WCIĄŻ W TO NIE WIERZĘ!

Kiedy postanowiłam, że zostanę potencjalnym dawcą szpiku nigdy nie myślałam, że zostanę jedną z tych osób, którym dane będzie oddać cząstkę siebie, aby pomóc uratować życie komuś innemu. Wielokrotnie czytałam historie dawców, zastanawiając się przy tym, jak to jest możliwe, że dwoje nieznanych sobie ludzi, z dwóch różnych krańców Ziemi jest bliźniakami genetycznymi. Było to dla mnie coś niesamowitego.

NIEDOWIERZANIE…

I stało się to również u mnie. Gdy w lutym, po niespełna roku bycia potencjalnym dawcą szpiku zadzwonił do mnie telefon z fundacji byłam w szoku, pozytywnym szoku, że to właśnie mi zostało dane pomóc innej, potrzebującej osobie. Nie potrafiłam zrozumieć, tego, że to na mnie gdzieś czeka ktoś.  Informacja o tym, że zostałam wytypowana jako zgodna z konkretnym chorym na białaczkę  wywołała we mnie wiele emocji. Nie potrafiłam uwierzyć w to co się dzieje, zgodziłam się jednak bez chwili zawahania.  Według zaleceń jakie otrzymałam wstawiłam się  w określonym miejscu na pobranie próbek krwi, w celu potwierdzenia zgodności pomiędzy mną, a pacjentem. Wiedziałam, że jeśli próbki okażą się być zgodne zostanę dawcą komórek macierzystych.  Pobranie próbek potwierdziło zgodność. Byłam bardzo szczęśliwa żyjąc ze świadomością, że mogę komuś podarować drugie życie.

STRACH…

Po kilku miesiącach dostałam wiadomość, że stan pacjenta pogorszył się i zostałam poproszona o przedłużenie rezerwacji na okres trzech miesięcy. Po tym czasie otrzymałam kolejną informację, że pomimo zgodności genetycznej z pacjentem jego stan zdrowia nie pozwala na przeszczep i z tego względu lekarze proszą o zakończenie mojej rezerwacji. Poczułam wtedy wielkie rozczarowanie i żal, że nie wypełniłam zadania, które zostało mi powierzone. Jednocześnie bardzo bałam się o stan zdrowia pacjenta.

SZCZĘŚCIE…

Jednak gdy po kilku miesiącach znów zadzwonił do mnie telefon z fundacji z informacją, że stan pacjenta poprawił się poczułam ulgę. Wiedziałam wtedy, że muszę dokończyć misję. Kolejnym krokiem było wstawienie się na badania w klinice. Badania przeszłam bez problemu i mogłam przygotować się na oddanie szpiku. Wybrano dla mnie metodę oddania szpiku z krwi obwodowej. Wiązało się to z przyjmowaniem zastrzyków przez 4 dni przed  oddaniem. Pewnie zastanawiacie się czy przyjmowanie zastrzyków bolało? Nie. Jedyny ból jaki odczuwałam to ból kręgosłupa. Jednak wiedziałam, że mój ból jest niczym w porównaniu do tego co przeżywa teraz chory i jego rodzina. W dniu kiedy miałam wstawić się w klinice na pobranie czułam strach, jednak cały czas myślałam o tym, że jestem odpowiedzialna za stan zdrowia pacjenta, który czeka na moje komórki macierzyste. Teraz wiem, że nie warto było się bać. W klinice czułam się bezpiecznie, personel cały czas czuwał i opiekował się mną.  W moim przypadku pobór komórek macierzystych trwał około 4 godzin. Wszystko przebiegło bez żadnych komplikacji. Czułam się wtedy jak prawdziwy bohater obecnych czasów.

DUMA…

Kilka godzin po pobraniu otrzymałam kolejny telefon z fundacji, rozpłakałam się. Usłyszałam: „Rodzina kobiety z Estonii pragnie Pani podziękować za pomoc w ofiarowaniu drugiego życia” – słów tych nie zapomnę do końca życia. Teraz jestem dumna z tego, że mogłam pomóc innej osobie. Świadomość, że cząstka mnie powędrowała w świat ofiarując przy tym komuś nowe życie jest bezcenna. Trzymam kciuki za powrót do zdrowia mojej bliźniaczki genetycznej i  życzę jej jeszcze wielu szczęśliwych dni w gronie rodziny i przyjaciół.

ZAREJESTRUJ SIĘ!

Jeśli nie ma was jeszcze w bazie, zarejestrujcie się. Nie ma nic lepszego niż podarowanie komuś drugiego życia. Pamiętajcie: Pomagajcie bo warto. Dobro powraca. Życie to dar, najpiękniejszy dar. Może to właśnie ktoś z was będzie kolejną osobą, która tak ja podaruje innej osobie nowe życie!