Sebastian Kwiatkowski - historia dawcy szpiku

12 Październik 2018

„Jakże byłoby pięknie, gdyby każdy z nas mógł wieczorem powiedzieć:   

         dzisiaj zrobiłem gest miłości wobec drugiego”. (Papież Franciszek).

Moja historia z Fundacją DKMS rozpoczeła się w lutym 2012 roku kiedy to dowódca jednostki wojskowej zorganizował rejestrację potencjalnych dawców komórek macierzystych a jako żołnierz zawodowy nie mogło być inaczej żeby się nie zarejestrować i w razie potrzeby być w gotowości żeby podzielić się tym co jest najważniejsze czyli „szansą na drugie życie”.

Po tym czasie  co jakiś czas przychodziły do mnie listy, bądź informacje e-mail od Fundacji DKMS co świadczyło, iż moje dane są aktualne, a Fundacja o mnie pamięta.

NADSZEDŁ TEN DZIEŃ.

W maju 2018 roku będąc na działce dokładnie był to piątek zadzwonił do mnie numer zaczynający się na +4822........., nie odebrałem bo pomyślałem „znowu dzwonią z jakimiś promocjami”.

Ale coś nie dawało mi spokoju i jak przyjechałem do domu postanowiłem sprawdzić pocztę, a tam wiadomość od Fundacji DKMS prosimy o pilny kontakt bo znaleźliśmy panu bliźniaka genetycznego który potrzebuje Pana pomocy,  zaniemówiłem z wrażenia chwyciłem za telefon i dzwonię, ale nikt nie odbiera jak się okazało w tych godzinach  w Fundacji nikt nie pracuje. Przez cały weekend moja wiedza na temat choroby i metod pobierania szpiku była naprawdę imponująca, wtedy tak naprawdę dotarło do mnie, że gdzieś na świecie jest osoba która potrzebuje mojej pomocy. Cały czas myślałem o tej osobie skąd pochodzi, w jakim jest wieku, czy jest to kobieta lub mężczyzna a może dziecko, różne myśli plątały mi się po głowie.

W poniedziałek z rana zadzwoniłem do Fundacji DKMS odebrała miła Pani i powiedziała mi to samo co było w wiadomości moja odpowiedz brzmiała „tak chcę pomóc”. I tak ruszyła cała procedura po tygodniu pierwsze pobranie krwi na obecność wirusa cytomegalii, po dwóch tygodniach kolejne badania wirusologiczne i znowu czekanie na telefon bądź wiadomość od Fundacji. W czerwcu otrzymałem wiadomość od Fundacji „na decyzję lekarzy, odnośnie organizacji pobrania możemy czekać nawet 3 miesiące. Jak tylko uzyskamy jakiekolwiek informacje, będziemy się z Panem kontaktować”. Pod koniec czerwca kolejna wiadomość od Fundacji „klinika nie zdecydowała się na kontynuowanie procedury. Prawdopodobnie centrum transplantacyjne wybrało innego dawcę”, zrobiło mi się bardzo przykro bo naprawdę chciałem pomóc ale widocznie ktoś na świecie ma lepszą zgodność ode mnie. W tym samym dniu kolejna wiadomość

„Pana rezerwacja jest wciąż aktywna, czekamy na decyzję kliniki” pomyślałem wtedy chyba ktoś sobie ze mnie żartuje ale i tak pojawił się uśmiech na twarzy. I znowu cisza, codzienne sprawdzanie poczty a tu nic żadnej wiadomości od Fundacji.

Gdy w lipcu odczytałem wiadomość od Fundacji DKMS w której były daty badań kwalifikacyjnych i metoda pobrania szpiku z talerza kości biodrowej ja znalazłem się w tych 20%  poczułem się wspaniale, że to jednak moja osoba została wybrana przez klinikę biorcy.

ZE STRONY FUNDACJI OTRZYMAŁEM WSZELKIE POTRZEBNE INFORMACJE.

Po dwóch miesiącach wyjazd na badania wstępne. Tam przemiła atmosfera, począwszy od Pani Kasi i lekarzy tamtejszej kliniki. Całe badania trwały ok. 4 godzin. Powiem tak: dawno mnie tak dokładnie nie przebadano jak podczas tych badań. Na koniec spotkanie z lekarzem, który opowiedział mi krok po kroku co będzie się działo ze mną w dniu pobrania. Najbardziej utkwiły mi słowa lekarza „proszę na siebie uważać”,otrzymałem nawet zaświadczenie lekarskie zwalniające mnie z niektórych obowiązków służbowych.

Po tygodniu wiadomość od Fundacji „ Panie Sebastianie otrzymaliśmy wiadomość z kliniki pobrania, że nie ma przeciwskazań zdrowotnych do pobrania szpiku kostnego z talerza kości biodrowej”, wtedy byłem na 110% pewny, że to ja jestem tą osobą która podaruje TO CO JEST NAJCENNIEJSZE - ŻYCIE.

DZIEŃ ZERO.

Pod koniec września stawiłem się w tej samej klinice dzień przed pobraniem, wraz z moją małżonką, której fundacja DKMS zagwarantowała miejsce w hotelu na czas mojego pobytu w szpitalu, chylę czoła Fundacji bo wszystko było zorganizowane na najwyższym poziomie.

Po przyjęciu na oddział czekały mnie dodatkowe badania i rozmowa z lekarzem, który będzie wykonywał zabieg pobrania komórek macierzystych z talerza kości biodrowej, oraz rozmowa z Panią anestezjolog. Następnego dnia zostałem przewieziony na blok operacyjny, zegarek wskazywał godzinę 7.10 troszkę się bałem bo nigdy nie miałem pełnej narkozy.

O godzinie 7.30 przewieziono mnie na salę operacyjną pamiętam była to sala nr 10 gdzie czekał na mnie cały zespół lekarzy i pielęgniarek. Podłączono mnie pod różne aparatury, podano mi maskę  z tlenem i tyle co pamiętam, otwieram oczy i słyszę Panie Sebastianie zabieg przeszedł bezproblemowo, został Pan dawcą szpiku teraz proszę odpoczywać.

Około godziny 12.00 przewieziono mnie na oddział gdzie czekała na mnie moja ukochana małżonka, pamiętam miała łzy w oczach i jej słowa „jestem z Ciebie dumna kochanie ”.

Czułem się szczęśliwy, że to ja dałem nowe życie osobie, której nie znałem, o której nic nie wiedziałem a jednak łączyło nas coś wspólnego zgodność genetyczna.

Pamiętam jakby to było dzisiaj godzina 15.41 dzwoni do mnie numer telefonu zaczynający się na +4822...... odebrałem bo bardzo czekałem na ten telefon. Pani z DKMS podziękowała mi w imieniu Fundacji za podarowanie szansy na nowe życie dla kobiety w średnim wieku z Francji, łzy pociekły mi po policzkach. W tym samym dniu otrzymałem bardzo dużo wiadomości od rodziny, przyjaciół znajomych z gratulacjami postawy godnej żołnierza.

W TYM DNIU OTRZYMAŁEM DRUGĄ SIOSTRĘ, BO JEDNĄ JUŻ POSIADAM KTÓREJ MOŻE NIGDY NIE ZOBACZĘ, MOŻE NIGDY NIE POZNAM ALE BĘDZIE DLA MNIE TAK SAMO WAŻNĄ OSOBĄ O KTÓREJ NIGDY NIE ZAPOMNĘ. I TAK STAŁEM SIĘ DLA NIEJ „LE VEILLEUR DE VIE”.

Klinikę w której obdarzony byłem szczególną opieką i życzliwymi ludźmi opuściłem dzień po zabiegu. Po powrocie do domu zadawano mi dużo pytań czy się bałem, czy bolało mnie samo pobranie – powiem tak „ tylko głupiec się nie boi” i nawet jeśli trochę bolało to co znaczy ten ból do świadomości tego, że gdzieś na świecie podarowało się komuś cząstkę siebie.

CZY CZUJĘ SIĘ BOHATEREM – NIE. CZY CZUJĘ SIĘ DOWARTOŚCIOWANY – NIE.   A PISZĘ TO POTO BO JAK SIĘ  ZAREJESTRUJESZ W FUNDACJI TO WŁAŚNIE MOŻE TY PODARUJESZ KOMUŚ NOWE LEPSZE ŻYCIE. TO NIC CIĘ NIE KOSZTUJE A LEK MASZ W SOBIE! POMOŻESZ? BO MOŻESZ! MASZ TO W GENACH.

Sebastian