Historia Dawcy

Sebastian Staszak - historia dawcy komórek macierzystych

3 Lipiec 2020

Mam na imię Sebastian, moja historia zaczęła się w czasie pandemii i dość nietypowo. To był piątek po południu, nigdy nie zapomnę tego dnia i emocji. Dzień od rana był intensywny ponieważ wstałem rano i jechałem oddać krew. Chwile przed obiadem zapikał mi telefon informując mnie o nowych mejlach. Zacząłem sprawdzać skrzynkę jak zawsze pełno reklam.. ostatni mejl był od Fundacji DKMS, trochę się zdziwiłem, ze fundacja wysyła reklamy. Zacząłem czytać treść wiadomości. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.
 
Serce zaczęło mi walić, zrobiło się zarówno zimno i gorąco. Byłem w szoku.. do mejla informującego mnie, że zostałem wytypowany jako potencjalny dawca dla bliźniaka genetycznego dołączona była karta medyczna. Wypełnienie jej zajęło mi kilka godzin i to nie z powodu wielu informacji a silnych emocji. Ale nawet chwile nie miałem wątpliwości ze wchodzę w to i jak będzie mi dane tej osobie pomóc to pomogę. Następnego dnia po wypełnieniu karty medycznej dostałem telefon z DKMS z wyjaśnieniami i ogólny zarys jak to wszystko będzie wyglądać i z ogólnymi sprawami organizacyjnymi. Na początku rozmowy z przemiłą Panią zadałem jej pytanie czy to aby na pewno się dzieje i czy to wszystko prawda. Okazało się, że tak wszystko niestety się dzieje. Pisze niestety ponieważ ktoś jest chory i potrzebuje mojej pomocy. Dotarło do mnie, że tu waży się życie konkretnego człowieka.
 
Nie jak w przypadku oddawania krwi.. po kilku dniach dostałem kolejny telefon który informował mnie o konieczności przeprowadzeniu badań wstępnych z krwi. Jak już byłem po badaniach nastał czas oczekiwania… towarzyszyły mi w tym czasie różne myśli… od tych czy aby na pewno jestem zdrowy i czy będziemy mieli wystarczającą zgodność. Bo samo wytypowanie mnie na początku nie daje 100% pewności ze oddam komórki krwiotwórcze. Az po takie czy ta osoba wytrzyma z tą straszną chorobą jeszcze trochę. Upłynęło kilka tygodni.. nagle jest, dzwoni telefon z fundacji z wieściami czy idziemy dalej? Pani poinformowała mnie ze wszystko jest dobrze i zaprasza mnie już na szczegółowe badania oraz na sam pobór. Badania trwały kilka godzin i z tego miejsca chce podziękować zarówno Pani Doktor która mnie prowadziła, każdej pielęgniarce oraz każdej osobie która towarzyszyła mi w szpitalu. To wspaniali ludzie z ogromnie bijącą od nich empatia i ogromna wiedza.
 
Minął tydzień i kolejne dobre wieść. Wszystko jest dobrze nie ma przeciwwskazań do poboru ode mnie Komorek krwiotwórczych z krwi obwodowej. Niesamowicie się ucieszyłem, zdałem sobie sprawę ze to już tuz tuz  i  będę mógł pomóc mojemu genetycznemu bliźniakowi. Nastał wielki dzień, ogromny stres, wielka niewiadoma. Wszystkie niepokoje zniknęły jak już dotarłem do Warszawy. Przyjazna atmosfera ogrom uśmiechu i dobrego słowa jakie mnie spotkało i cały strach zniknął. Sam pobór przebiegł sprawnie nic nie bolało. Przez cały czas nad moim bezpieczeństwem i samopoczuciem czuwały zarówno pielęgniarki jak i Pani Doktor.
 
Po wszystkim wróciłem do hotelu i czekałem za telefonem od Pani która w końcu miała mnie poinformować do kogo trafiła część mnie. Wieczorem odezwał się telefon, Pani również wypytała mnie o przebieg i moje samopoczucie Az pod koniec rozmowy poinformowała mnie ze moje komórki zostają w kraju i jada do dojrzałej kobiety. Na ta wiadomość czekałem tyle czasu. Szczęścia nie było końca. Tak wyglądała moja historia co prawda jeszcze się nie skończyła ponieważ czekam za wiadomościami z kliniki mojej genetycznej bliźniaczki. Chciał bym z tego miejsca Cie prosić o zarejestrowanie się w DKMS tak niewielki gest a możesz dać komuś szanse na dalsze życie. Warto pomagać, dobro powraca!