Historia Dawcy

Tomasz Brach - historia dawcy szpiku

9 Lipiec 2019

Tomek na co dzień jest osobą zabieganą – można powiedzieć, że nawet „zalataną”, ponieważ, ze względu na swoją pracę, co chwilę odwiedza nowe miasta, kraje - a nawet kontynenty. Przez kilka lat, wraz z żoną i córką, mieszkał w Stanach Zjednoczonych, a wracając na stałe do Polski nie wiedział, że zostawia w USA swojego „bliźniaka genetycznego”, który w 2019 roku będzie potrzebował jego pomocy. Tomek zarejestrował się do bazy Dawców Fundacji DKMS w 2010 roku, dwa lata po śmierci kuzynki jego żony – polskiej siatkarki Agaty Mróz. Po 9 latach od rejestracji telefon zadzwonił i w czerwcu tego roku Tomek został Dawcą faktycznym.

„Bliźniak genetyczny” zza Oceanu

Magdalena Przysłupska, Fundacja DKMS: Tomek, może zacznijmy od tego, jak to się stało, że zarejestrowaliście się razem z żoną do bazy Fundacji DKMS?
Tomasz, Dawca szpiku: Nasza decyzja wiązała się z historią choroby w rodzinie żony – kuzynka Ani, Agata Mróz, zmarła na białaczkę, mocno przeżyliśmy odejście Agaty, więc dołączenie do bazy Dawców szpiku to był dla nas naturalny krok. Agata zmarła 4. czerwca 2008 roku, a ja podarowałem komuś szanse na życie  w tym samym miesiącu, tylko 11 lat później…<
Powiem szczerze, że gdy zapisywaliśmy się z żoną do bazy dawców szpiku, to nie sądziłem – i chyba nawet nie brałem tego pod uwagę – że kiedykolwiek oddam szpik innej osobie. Może nawet po cichu liczyłem, że jeśli telefon zadzwoni, to do żony, a nie do mnie.

 

Magdalena Przysłupska: Dlaczego?
Tomasz, Dawca szpiku: Bo mówiąc wprost - miewam lęk przed igłami, co jest dość zabawnym połączeniem -  dorosły facet, mający niemal 2 metry wzrostu, prawie mdleje na widok małej igły – wzbudzając przy tym współczucie wszystkich obecnych przy tym pielęgniarek [śmiech].
Magdalena Przysłupska: To perspektywa pobrania szpiku musiała chyba lekko stresować? Miałeś wątpliwości po otrzymaniu telefonu z Fundacji DKMS?
Tomasz, Dawca szpiku: O, zdecydowanie! Oczywiście, że miałem wątpliwości – skłamałbym, jeśli powiedziałbym, że decyzja była natychmiastowa, natomiast telefon z Fundacji DKMS zbiegł się z kilkoma faktami, które utwierdziły mnie – i moją żonę Anię w tym, że po prostu tak należy to zrobić.

 

Magdalena Przysłupska: Czy mógłbyś powiedzieć trochę o tych faktach?
Tomasz, Dawca szpiku: Pierwszy telefon od Państwa otrzymaliśmy chwilę po tym, jak pochowaliśmy tatę Ani – mojego teścia – który zmarł na szpiczaka plazmocytowego. Dodatkowo, chyba mój „bliźniak genetyczny” wyczuł moment, bo skontaktowaliście się ze mną na dwa dni przed moimi 40-stymi urodzinami. Nie bez znaczenia był też czas, w którym otrzymaliśmy tę wiadomość – to był Wielki Post, w trakcie którego braliśmy z Anią udział w rekolekcjach. Podczas jednej z mszy, ksiądz na koniec mówił właśnie o Fundacji DKMS. Co prawda, nieco przestawił wtedy litery, mówiąc DMKS, ale my z żoną doskonale wiedzieliśmy, że to nie przypadek. Wyobraża sobie Pani? Akurat w momencie, gdy byłem przed podjęciem tak ważnej dla mnie - a przede wszystkim dla mojego „bliźniaka genetycznego” – decyzji. Pamiętam jeszcze słowa księdza, który powiedział, że czas Wielkiego Postu to moment, w którym powinniśmy ofiarować się drugiej osobie. I ja postanowiłem to zrobić.
Magdalena Przysłupska: Z tego, co już wiemy, jesteś w ciągłym pędzie, a przecież oddanie szpiku wiązało się z chwilowym zwolnieniem tempa i odłożeniem na bok codziennych obowiązków. Nie było to dla Ciebie kłopotem?
Tomasz, Dawca szpiku: Kłopotem? Raczej przysługą [śmiech], bo mogłem w końcu się zatrzymać, odpocząć i przed pobraniem spędzić trochę czasu z rodziną, którego na co dzień jest naprawdę niewiele. Mówiąc całkiem poważnie – tak jak Pani wspomniała – ta cała procedura to była tylko chwila, która dla mnie była niczym, a mogła uratować komuś życie. Także analizowanie czas vs czyjeś życie była nie wchodziła w grę.
Magdalena Przysłupska:  A sam dzień pobrania? Jak go wspominasz? Były nerwy?
Tak. To był nerwowy poranek, ale sam pobyt w klinice w Warszawie, opiekę, warunki i pobranie wspominam bardzo, bardzo dobrze. Naprawdę czułem się „zaopiekowany” i  pozytywnie zaskoczony, bo mam porównanie do warunków szpitalnych, jakie zapewniają pacjentom amerykańskie szpitale. Jadąc na pobranie spodziewałem się takich stereotypowych realiów –  jak to bywa w niektórych polskich szpitalach – a tu naprawdę wszystko było na najwyższym poziomie.
Magdalena Przysłupska:  Jaką metodą pobrano od Ciebie materiał do przeszczepu?
Tomasz, Dawca szpiku:  Metodą z talerza kości biodrowej – o którą, ze względu na swój lęk przed igłami – sam poprosiłem [śmiech]. Wszystko było dobrze zorganizowane, ostatnie badania przed zabiegiem, dostałem zabawną piżamę, pożartowałem z lekarzami, którzy przeprowadzali zabieg i poszedłem spać, a w tym czasie zespół specjalistów pobierał ode mnie cząstkę, która wkrótce miała trafić do…

 

Magdalena Przysłupska:  No właśnie, wiesz komu dałeś szansę na życie?
Tomasz, Dawca szpiku:  Dowiedziałem się o tym po wybudzeniu z narkozy, ale tu jest zabawna anegdotka, która pokazuje, że chyba coś przeczuwałem. Gdy tylko otworzyłem oczy po narkozie, to zacząłem mówić do lekarzy po angielsku [śmiech], a okazało się, że mój „bliźniak genetyczny” to dorosły mężczyzna ze Stanów Zjednoczonych. Czyli można powiedzieć, że historia zatoczyła koło, a ja w jakimś sensie wróciłem do miejsca, w którym spędziłem 8 lat życia. Niesamowity zbieg okoliczności, prawda?
Magdalena Przysłupska:Twoja historia i ten zbieg okoliczności pokazują, jak bardzo potrzebni są Dawcy szpiku, bo nigdy nie wiadomo, w jakim zakątku mieszka osoba, która kiedyś może nas potrzebować. Zobacz, jaki jesteś wyjątkowy, skoro z 35 mln Dawców, będących w światowej bazie, to właśnie Ty mógłeś pomóc…
Tomasz, Dawca szpiku: Wyjątkowy? Nie myślę o sobie w ten sposób. Zrobiłem po prostu to, co uważam, że powinienem – i że powinien każdy w takim momencie. Odwróciłem sobie w głowie sytuację – co by się stało, gdyby to ktoś z moich bliskich potrzebował szpiku by żyć. Chciałbym wówczas, żeby ich „bliźniak genetyczny” podjął taką samą decyzję i dał im szansę na życie.
Magdalena Przysłupska: Nie ma co ukrywać, że swoją decyzją odmieniłeś świat temu mężczyźnie  - i jego bliskim, którzy żyli w niepewności i strachu, czy znajdzie się osoba, gotowa pomóc. Chciałbyś poznać kiedyś tego człowieka?
Tomasz, Dawca szpiku: Jeśli z jego strony będzie taka chęć, to ja jestem otwarty i bardzo chętnie wybiorę się na wycieczkę do Stanów, odwiedzić „stare śmieci”, ale absolutnie nie będę na to naciskać. Zrobiłem tyle, ile mogłem, żeby ten mężczyzna mógł wrócić do zdrowia, a jeśli on będzie kiedyś chciał zobaczyć, jak wygląda jego polski „bliźniak genetyczny”, to z przyjemnością przedstawię mu się osobiście. Wiem, że muszą upłynąć dwa lata, zanim ewentualnie się spotkamy, więc czas pokaże.

 

Magdalena Przysłupska:  Tomek, chciałam jeszcze zapytać o reakcję osób w Twoim otoczeniu, jak zareagowała Wasza rodzina, koledzy z pracy?
Tomasz, Dawca szpiku: Po wyjściu z kliniki zadzwoniliśmy do bliskich nam osób. Wszyscy pytali jak się czuje, czy wszystko przebiegło bez komplikacji. Kiedy Agata czekała na zgodnego dawcę, w Polsce zarejestrowanych było zaledwie kilkadziesiąt tysięcy dawców szpiku i pacjenci nie mieli wielu szans na znalezienie „bliźniaka genetycznego”. To niesamowite, że właśnie ja mogłem dać komuś szansę na zdrowie i życie. Gdy opowiedziałem znajomym z pracy o tym, że oddałem komórki pacjentowi czekającemu na przeszczepienie szpiku,  zazwyczaj to towarzyszyło temu słowo: „wow”, ale jednocześnie wiele z tych osób nie wiedziało o tym, że proces rejestracji jest tak łatwy. Dlatego, gdy tłumaczyłem, że to samodzielny wymaz z wewnętrznej strony policzka, to mówili „i tylko tyle”? I dobrze, że pytali, bo dzięki temu kilku moich znajomych, po powrocie z pracy, weszło na stronę dkms i zamówiło pakiet rejestracyjny.

 

Magdalena Przysłupska:  A gdyby kiedyś ponownie ktoś potrzebował Twojej pomocy, to zgodziłbyś się?
Tomasz, Dawca szpiku: Znowu igła? [śmiech]. Oczywiście, że zrobiłbym to – tym razem już bez wahania.