Tomasz Piecyk

27 Czerwiec 2018

Moja historia z DKMS zaczęła się w 2017 r. podczas zakupów w centrum handlowym, gdzie było stanowisko DKMS z wolontariuszami, którzy zachęcali do rejestracji. Bez długiego namysłu zarejestrowałem się i zostałem potencjalnym dawcą szpiku.

Po około roku nieznany numer próbował się ze mną połączyć. Po chwili przyszedł SMS z prośbą o pilny kontakt z DKMS. Od razu oddzwoniłem, okazało się że mogę być dawcą szpiku dla konkretnej osoby. Byłem w wielkim szoku i nie mogłem uwierzyć, że mogę komuś pomóc. Umówiłem się na pobranie krwi w celu sprawdzenia zgodności między mną a osobą chorą osobą. Po około miesiącu dostałem telefon z potwierdzeniem zgodności.

Następnym krokiem było umówienie się na badania w klinice, które ostatecznie potwierdzą czy mogę oddać szpik. Po około tygodniu po badaniach dostałem telefon, że wszystkie wyniki są dobre i mogę zostać dawcą. Bardzo ucieszyłem się z tej wiadomości. Po dwóch tygodniach zgłosiłem się do kliniki, gdzie na drugi dzień został pobrany ode mnie szpik z talerza kości biodrowej. Przed zabiegiem bardzo się stresowałem, lecz wiedziałem, że tym mogę uratować komuś życie, a mnie nic to nie kosztuje. Po zabiegu odczuwałem lekki ból w okolicach pobrania szpiku, ale ogólnie czułem się bardzo dobrze.

Po kilku godzinach po pobraniu dostałem telefon od DKMS, że mój szpik dostanie mały chłopiec z Francji. Bardzo się ucieszyłem i wzruszyłem, że mogłem pomóc takiemu małemu chłopcu. Do tej pory nie mogę uwierzyć, że komuś podarowałem szansę na życie. Gdybym kolejny raz dostał telefon, że mogę komuś pomóc to zgodziłbym się bez wahania! Warto pomagać!