Historia Dawcy

Weronika Krzewniak - historia dawczyni komórek macierzystych

1 Październik 2020

Dostanie się na wymarzone studia uczciłam w najpiękniejszy możliwy sposób - wysyłając list do fundacji DKMS, zgłaszając się jako potencjalny dawca komórek macierzystych. Zaledwie 2 lata później, kilka dni po moich urodzinach, zadzwonił do mnie nieznajomy numer.
 
Czy odebrałam? Oczywiście, że nie. Nie było tu żadnego wewnętrznego przeczucia czy kobiecej intuicji. Jednak już po kilku minutach dostałam SMS z prośbą o pilny kontakt. Serce przyspieszyło, ręce zadrżały - oddzwoniłam i tutaj zaczęła się cała przygoda. Poproszono mnie o zapoznanie się ze specjalną broszurą i wypełnienie ankiety zdrowotnej. Czy jestem okazem zdrowia? Raczej drobną dziewczyną, a drobności dodaje fakt, że nie mam połowy lewej nerki.
 
Ta kwestia nie przeszkodziła jednak w podarowaniu części siebie mojemu bliźniakowi genetycznemu, który znalazł się w potrzebie. W moim przypadku została wybrana metoda pobrania komórek macierzystych z krwi obwodowej. Kilka dni wcześniej musiałam przyjmować podskórne zastrzyki, które powodowały bóle kostne i stawowe, a w dniu pobrania spędzić kilka godzin w maseczce – niewielka cena jak za możliwość uratowania komuś życia.
 
Mój szpik trafił do kobiety ze Stanów Zjednoczonych. Niby drugi koniec świata, ale w tej chwili, mimo odległości, stała się dla mnie najbliższa.

 

Mimo choroby, przeżytej w dzieciństwie dałam radę pomóc - Ty też możesz!