Spotkanie "genetycznych bliźniaków"

13 Luty 2015

Dnia 12 lutego 2015 roku miało miejsce kolejne spotkanie „bliźniaków genetycznych”, któremu towarzyszyły ogromne emocje: radość, szczęście, wzruszenie, wdzięczność za uratowane życie.

Poniżej historia Daniela - Pacjenta oraz Piotra - Dawcy, dzięki któremu Daniel dziś może cieszyć się życiem.

DANIEL

Kilka słów o mnie. Nazywam się Daniel Kotowicz. Mam 23 lata. Jestem jedynakiem. Od dzieciństwa moim największym zainteresowaniem jest piłka nożna , która z czasem przerodziła się w coś więcej niż tylko hobby. Po ukończeniu szkoły średniej i zdaniu matury rozpocząłem studia na kierunku ekonomia. Niestety na początku drugiego roku musiałem przerwać naukę z powodu choroby. Od 3 lat mam dziewczynę, która mi bardzo pomogła w walce z chorobą. Obecnie pracuję, jako agent ochrony. W wolnych chwilach spotykam się ze znajomymi na boisku. Bardzo lubię podróżować i grać na konsoli.

Kiedy i w jakich okolicznościach dowiedziałem się o chorobie? O chorobie dowiedziałem się 10 października 2011r.,w dniu w którym trafiłem do szpitala. Kilka dni wcześniej lekarz stomatolog wysłał mnie na badania krwi, które zrobiłem w sobotę. W poniedziałek z samego rana przy odbiorze wyników kazali mi się szybko skontaktować z lekarzem rodzinnym. Lekarz rodzinny po zobaczeniu wyników natychmiast wysłał mnie do szpitala, bo wiedział że jest źle. Po kilku godzinach spędzonych w szpitalu diagnoza lekarza rodzinnego potwierdziła się. Białaczka. Byłem młody i nie zdawałem sobie sprawy z czym tak naprawdę mam do czynienia. Dopiero płacz osób bliskich uświadomił mi, że jest to coś bardzo poważnego.

Jak długo poszukiwano dawcy? Poszukiwanie dawcy zaczęło się w listopadzie 2011 r. po konsultacji w Klinice Hematologii w Poznaniu. Cała procedura związana z poszukiwaniem mojej „drugiej połówki” trwała do kwietnia 2012.

Emocje jakie mi towarzyszyły, gdy dowiedziałem się że znaleźli dawcę? Wiadomość o znalezieniu dawcy bardzo mnie ucieszyła. Dodało mi to bardzo dużo sił do walki z chorobą. Wiedziałem, że zbliża się ona ku końcowi. Dodatkowo mnie to zmotywowało. W tej wielkiej radości towarzyszyła mi ciekawość: kto to jest? Jak wygląda?

Pierwszy moment po przeszczepie. Po transplantacji szpiku od razu zasnąłem ze zmęczenia i braku sił. Modliłem się, żeby szpik zaczął pracować. Byłem optymistą, ponieważ tęskniłem już za rodziną i chciałem do nich jak najszybciej wracać. Jednak nie obyło się bez komplikacji. Po ok. 2 tygodniach po przeszczepie zapadłem w śpiączkę, która trwała na szczęście tylko kilka dni.

Emocje, gdy dowiedziałem się że dawca chce się spotkać? Gdy dowiedziałem się że mój Dawca chce się ze mną spotkać, poczułem ogromne zadowolenie i radość . Nie da się tego opisać jaki byłem zadowolony. Od razu podzieliłem się tą świetną wiadomością z bliskimi, którzy cieszyli się razem ze mną.

Co choroba zmieniła w moim życiu? Choroba odmieniła całe moje życie. Przede wszystkim bardzo zbliżyłem się do rodziny. Zacząłem doceniać to co mam. Ustatkowałem się i każdego dnia cieszymy się życiem i naszym szczęściem.

PIOTR

Kiedy się Pan zarejestrował i co spowodowało, że podjął Pan taką decyzję? Zdecydowałem się na rejestrację, gdy na białaczkę zachorowała Joanna Trybucka – nasza znajoma. Zaprzyjaźniona z nami Pani doktor postanowiła, że musi pomóc Asi i nawiązała kontakt z DKMS-em i zorganizowała Dzień Dawcy. Było to mocne uderzenie. Na budynku Urzędu Miejskiego wisiał ogromny baner ze zdjęciem Asi i apelem o zgłaszanie się do bazy dawców. Moje osobiste relacje z Asią sprawiły, że nie było miejsca na pytanie: "czy się zgłosić?". Było tylko pytanie: kiedy? Zgłosiliśmy się razem z żoną.

Czy miał Pan obawy? Jestem dość mocno wydedukowany - moja żona jest lekarzem, jej mama też. Dużo rozmawialiśmy z żoną na temat przeszczepu szpiku. Myślę, że jeśli nawet momentami był jakiś niepokój to szybko był przykrywany ufnością, że wszystko będzie OK.

Jakie emocje towarzyszyły Panu po otrzymaniu pierwszego telefonu z Fundacji z informacją, że ktoś Pana potrzebuje? Myślę, że podszedłem do tego bardzo racjonalnie i z dużym dystansem. Zdawałem sobie sprawę, że selekcja wstępna wcale nie oznacza jeszcze, że na pewno będę dawcą. Kiedy odebrałem telefon z DKMS-u, że mój Biorca żyje, to nie ukrywam, wzruszyłem się i łza zakręciła się w oku. To z radości oczywiście. Kolejny raz ścisnęło mnie za gardło, gdy dowiedziałem się, że mój "brat bliźniak" chce się ze mną spotkać.

Jak minęła procedura pobrania? Komórki macierzyste miałem pobierane z krwi. Wymagało to tygodniowego przygotowania poprzez otrzymywanie zastrzyków w brzuch. Robiłem je sobie sam. Nie ukrywam, że zanim zacząłem je sobie robić byłem trochę spanikowany. Kiedy jednak zobaczyłem, że to nic strasznego postanowiłem, że podzielę się tą wiedzą z innymi.

Co do samej procedury pobierania - chylę czoła przed wszystkimi, z którymi się spotkałem. Ludzie z DKMS-u pomyśleli o wszystkim. Wszędzie mnóstwo ciepłych słów i pełen profesjonalizm. Pobieranie komórek odbywało się w szpitalu na Banacha w Warszawie. Zarówno panie pielęgniarki jak i lekarze to ludzie "z powołania". To się wyczuwa na każdym kroku.

Dlaczego chce się Pan spotkać ze „swoim” pacjentem? Z radością jest jak z innymi uczuciami: jak się ją dzieli to ona się mnoży. Chciałabym, aby jak najwięcej radości było w życiu każdego z nas. Mój "brat bliźniak" przeżył już swoje. Teraz, kiedy już jest zdrowy, niech cieszy się każdym dniem. Ja chcę cieszyć się razem z nim. Może tą naszą radość i nadzieję przekażemy kolejnym osobom.