Historia Dawcy

Małgorzata Maj - Dawczyni komórek macierzystych

"Jestem Gosia, mam 39 lat i pochodzę ze Śląska. Prywatnie żona i mama dwójki dzieciaków. Zawodowo od kilkunastu lat prowadzę swoją firmę, w której zajmuję się finansami moich klientów. Gdy tylko mogę, wyjeżdżam w góry i po prostu chodzę, chłonę zieleń, przestrzeń, ciszę."

Ostatnia aktualizacja: 10.08.2021

"8 lat temu pierwszy raz usłyszałam o Fundacji DKMS i o tym, jak łatwo można uratować komuś życie. Bez zastanowienia czy wątpliwości zamówiłam pakiet rejestracyjny przez Internet i dołączyłam do grona potencjalnych Dawców szpiku.

Ale to nie wszystko! Chciałam zrobić coś więcej, nie czekać biernie, aż będę mogła pomóc. Chciałam działać, dlatego zorganizowałam kilka akcji rejestracyjnych w moim mieście i firmie. Od momentu rejestracji w bazie rozmawiałam na temat dawstwa ze wszystkimi moimi klientami, przyjaciółmi i rodziną. Każda osoba, która dzięki rozmowie ze mną, dołączyła do bazy potencjalnych Dawców jest dla mnie niezwykle ważna.

Kiedy w grudniu 2018 roku odebrałam telefon z informacją o tym, że mój „genetyczny bliźniak” jest w potrzebie, poczułam niesamowite, choć sprzeczne emocje. Z jednej strony smutek, że „bliźniak” choruje, a z drugiej poruszenie i chęć natychmiastowej pomocy.

Moja droga do pobrania była jednak bardzo długa. Pod koniec 2018 roku wykonałam wszystkie badania i okazało się, że jestem zgodna z Pacjentem 10/10. Czekałam na resztę formalności i ustalenie terminów. Niestety dokładnie w walentynki 2019 roku otrzymałam potwornie smutną wiadomość. Stan mojego „bliźniaka genetycznego” dramatycznie się pogorszył i dlatego nie był w stanie przystąpić do przeszczepu. Cała procedura została zatem przerwana.

Cisza trwała do czerwca 2020 roku. Gdy zobaczyłam na telefonie numer mojego koordynatora z Fundacji DKMS aż się zapowietrzyłam. Usłyszałam pytanie, czy podtrzymuje decyzję o chęci pomocy (Uwaga!) temu samemu Biorcy. W mojej głowie nastąpił wybuch radości, że mój „bliźniak” żyje i nadal walczy. Termin został ustalony na lato 2020 roku. Wykonano wszystkie badania, testy na COVID-19, wydano czynnik wzrostu. Na 5 dni przed pobraniem kolejny telefon z informacją, która nadeszła z kliniki Biorcy. Jego stan znowu się pogorszył i niemożliwe było przeszczepienie szpiku.

Znów oczekiwanie, nerwy, ale jednak nadzieja, że walczy, gdziekolwiek jest. W końcu w listopadzie otrzymałam kolejny telefon i teraz już bieg zdarzeń był szybki. W ciągu dwóch tygodni ponowne badania, testy i w końcu pobranie szpiku.

W moim przypadku było to pobranie z krwi obwodowej i trwało dwa dni po 6 godzin. Podobno mój „bliźniak genetyczny” to duży mężczyzna po 30-stce ze Stanów Zjednoczonych. W przypadku, kiedy waga Pacjenta jest większa, potrzeba sporej ilości komórek macierzystych. Pobranie spędziłam w towarzystwie przecudownych pielęgniarek. Przez część czasu słuchałam audiobooka.

Jeśli chodzi o moje samopoczucie, nie będę ukrywać, że nie było najlepsze. Podczas przyjmowania czynnika wzrostu komórek na kilka dni przed pobraniem faktycznie czułam się tak, jakbym miała jakąś infekcję (stan podgorączkowy, bóle mięśniowe itp.). Jednak to drobiazg w porównaniu do tego, że można dać komuś szansę na życie.

Niestety do tej pory nie dostałam jeszcze żadnej informacji na temat stanu zdrowia mojego „bliźniaka”. Prawo w USA daje sobie na to aż 9 miesięcy. Czekam i wierzę w to, że ktoś, kto przeszedł tak długą drogę do przeszczepu, rozpoczął już nowe, zdrowe życie z cząstką mnie."

Razem możemy podarować jeszcze więcej szans na życie.
Historie Dawców
Ta strona została zaktualizowana. Prosimy odśwież ją.