Historia Dawcy

Łukasz Szkolnicki - historia dawcy komórek macierzystych

2 Wrzesień 2019

Gdy byłem dzieckiem, marzyłem o tym, żeby zostać bohaterem. Zawsze lubiłem pomagać innym, na studiach pierwszy raz oddałem honorowo krew, z biegiem czasu powtórzyłem to kilkukrotnie. Gdy dowiedziałem się o fundacji DKMS postanowiłem zarejestrować w bazie potencjalnych dawców. Około 3 lata później dowiedziałem się, że mogę ocalić komuś życie. Nie chodziło o wyniesienie kogoś z płonącego budynku, albo zatrzymanie pędzącego autobusu pełnego ludzi (jak miało to miejsce w dziecięcych wyobrażeniach).
Zamiast tego wystarczyło, że przez cztery dni przyjmowałem leki dzięki, którym mój organizm mógł wyprodukować wystarczającą ilość komórek macierzystych i piątego dnia zamiast do pracy pojechałem na zabieg, podczas którego pobrano z mojej krwi elementy do przeszczepu. Ślady po igłach zniknęły po kilku dniach, a gorsze samopoczucie spowodowane lekami praktycznie na następny dzień po przyjęciu ostatniej dawki.
 
Może się wydawać, że to nie jest nic specjalnego… żaden bohaterski czyn, bo organizacją całego zabiegu zajęła się fundacja, a prawdziwą walkę na śmierć i życie stoczy kobieta, która otrzyma przeszczep. Ale patrząc na to z szerszej perspektywy, gdyby nie moja decyzja, ta druga osoba nie miała by możliwości żeby w ogóle podjąć walkę.
 
Trzymam mocno kciuki i modlę się codziennie o moją bliźniaczkę genetyczną, o jej zwycięstwo nad tą paskudną chorobą i zachęcam gorąco do rejestracji w bazie DKMS.
 
 

Kto wie, może i Ty będziesz kiedyś bohaterem, który uratuje komuś życie!