Marlena Śmiech - historia dawcy szpiku

22 Październik 2018

Cześć, jestem Marlena i we wrześniu oddałam szpik kilkuletniej dziewczynce.

Swoją przygodę z fundacją DKMS zaczęłam ponad 2 lata temu, kiedy organizowana była akcja zachęcająca studentów do zapisania się do potencjalnych dawców. Pół roku później, kiedy byłam w mojej dorywczej pracy dostałam telefon od pracownika DKMS. Nie mogłam uwierzyć, że to akurat trafiło na mnie. Poszłam oddać próbkę krwi na badania i miałam czekać do 3 miesięcy na potwierdzenie czy na pewno mogę zostać dawcą szpiku. Jednak ten czas oczekiwania się skończył, więc Pani z fundacji zadzwoniła do mnie, że nie dostała informacji od kliniki co do oddania moich komórek macierzystych biorcy. Nie ukrywam, że trochę mi było przykro z tego powodu, od razu pomyślałam ze po prostu nie ma zgodności. Po jakimś czasie zapomniałam o sprawie..

Minął rok, kiedy znowu dostałam telefon z fundacji. Poinformowano mnie, że wykryto zgodność z tamtą osobą i że ktoś mnie bardzo potrzebuje. Bez dłuższego myślenia zgodziłam się na oddanie szpiku. Między badaniami a zabiegiem miałam zaplanowane wakacje, wiedziałam, że musze być ostrożna, aby móc w stanie oddać szpik, pamiętam moment, kiedy jechałam na lotnisko i dostałam telefon, że mój biorca jest przygotowywany do etapu odebrania szpiku.

Niecały tydzień po powrocie z wakacji pojechałam do kliniki do Wrocławia, tam poznałam bardzo sympatyczną osobę, z którą dzieliłam pokój oraz przemiły personel. Na drugi dzień oddałam szpik z talerza kości biodrowej. Nie ukrywam, że na początku towarzyszył mi lekki ból przy dotknięciu w tym miejscu, jednak wiedziałam, że trochę poboli i przestanie, a dzięki temu mogłam dać komuś szanse na życie.

Często słyszę pytanie: „Gdybyś miała zrobić to drugi raz, zrobiłabyś to?”. Odpowiedź brzmi: tak! Nie jestem w stanie opisać uczuć, które towarzyszyło mi w momencie, kiedy dowiedziałam się, że dałam szanse na życie małej dziewczynce…