Historie Pacjentów

Hania Wałęsa - „Mam tę moc!”

Hania, najmłodsza Ambasadorka Fundacji DKMS!

Ostatnia aktualizacja: 02.07.2021

„Mam tę moc!”

Niebieska sukienka, dwa warkoczyki, w rączkach patyczki do pobrania wymazu, rozbrajający uśmiech i hasło: „Pomożesz? Bo możesz!” – taką Hanię w 2017 roku poznała cała Polska. Wszystko dzięki kampanii billboardowej oraz telewizyjnej Fundacji DKMS, której dziewczynka została Ambasadorką. Hania to prawdziwe żywe srebro. Gdy tylko pojawia się w towarzystwie, natychmiast skrada serca wszystkich wokół, o czym nie raz można było przekonać się podczas konferencji i wydarzeń organizowanych przez Fundację DKMS. Dziewczynka ma dziś dziewięć lat, jest ciekawa świata, pełna energii, wysportowana, zawsze chętna do zabawy. I zdrowa. Jednak nie zawsze tak było. Pierwsze lata jej życia zdominowały pobyty w szpitalu, ponieważ Hania musiała stoczyć trudną walkę z białaczką. Wygrała ją dzięki niespokrewnionemu Dawcy szpiku. O trudnym czasie, chorobie dziecka i woli życia większej niż cokolwiek innego na świecie opowiedziała Pani Karolina, mama Hani.

Początki choroby

Do dziś jest mi bardzo trudno opowiadać o chorobie córki. Dla całej naszej rodziny, i przede wszystkim Hani, był to bardzo wyczerpujący czas. Nie tak wyobrażałam sobie macierzyństwo, na które tak bardzo czekałam. Hania miała zaledwie osiem miesięcy, gdy zdiagnozowano u niej nowotwór krwi. Jeszcze dobrze nie chodziła, a już musiała stanąć do walki ze śmiertelną chorobą.

Hania urodziła się zupełnie zdrowa – przez głowę nie przeszła nam myśl, że nasza córka będzie musiała stoczyć walkę o życie już na samym jego początku. Czekaliśmy z niecierpliwością na pierwsze kroki Hani, pierwsze słowa, uśmiech. Planowaliśmy wspólne podróże i na pierwszy taki wyjazd – weekend majowy – pojechaliśmy, gdy Hania skończyła siedem miesięcy. Już wtedy dały o sobie znać pierwsze objawy choroby, które do złudzenia przypominały zwykłą dziecięcą infekcję. Pojawiły się biegunki, które u maluchów zazwyczaj nie są niczym dziwnym. Niedługo potem Hania zaczęła się nadmiernie pocić, cały czas była spragniona i domagała się picia. Skonsultowaliśmy się z lekarzem pediatrą, który zlecił badania krwi – wyszły dobre. Myśleliśmy, że wszystko jest w porządku. Dwa tygodnie później, podczas jednej z kąpieli, zobaczyliśmy, że córka ma znacząco, nienaturalnie powiększony brzuszek. Udaliśmy się z Hanią na kolejne badanie, tym razem USG. Obraz pokazał, że nerki i śledziona Hani są znacząco powiększone. Jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, co to może oznaczać, chociaż po minie pani doktor widzieliśmy, że coś jest nie tak. Zalecono nam pilny kontakt z pediatrą, a kolejna morfologia pokazała, że Hania miała 90 tys. leukocytów. Trafiliśmy z córką do szpitala. Tam sprawy potoczyły się już bardzo szybko – badanie szpiku i druzgocąca diagnoza. Usłyszeliśmy to, na co żaden rodzic nie jest i nigdy nie będzie przygotowany: ostra białaczka limfoblastyczna. Do dziś termin ten boleśnie rezonuje nam w głowach.

Dzieciństwo zabrane przez białaczkę

Każdy rodzic marzy o szczęśliwym, beztroskim dzieciństwie swojego dziecka. Radosne dzieciństwo Hani zostało gwałtownie przerwane. Zamiast spędzać z córką czas na placu zabaw, przez dziewięć tygodni przebywałyśmy w izolacji w szpitalu. Już pierwszego dnia usłyszeliśmy, że Hania ma zaledwie 20 procent szans na wyzdrowienie. Nie wierzyliśmy w to, co się działo. Ogromny strach i bezsilność. Podczas leczenia Hania poddana została chemioterapii. Do dziś mam ten obraz przed oczami – moja mała córeczka i jej bezbronne ciałko podpięte do butli z chemią, która miała się sączyć przez 36 godzin. Siedzieliśmy z Hanią na zmianę z Adrianem. Pierwsze leczenie zakończyliśmy w styczniu 2013 roku. Wróciliśmy z córką do domu, jednak nadal wymagała ona szczególnej opieki, przestrzegania reżimu sanitarnego, częściowej izolacji i specjalnego odżywiania. Hania przyjmowała w tym czasie chemioterapię w tabletkach. W ten sposób funkcjonowaliśmy przez półtora roku. Wszystko szło w dobrym kierunku, a wyniki pokazywały, że mała odzyskuje zdrowie. W tamtym momencie byliśmy przekonani o tym, że będzie już tylko dobrze. Nie wiedzieliśmy, że to jeszcze nie koniec walki.

Wznowa

Hania przestała przyjmować chemioterapię w tabletkach w lipcu 2014 roku, a już w październiku wyniki pokazywały, że stan zdrowia naszej córki się pogarsza. Czułam, że dzieje się coś złego, ale odpychałam od siebie te myśli. W połowie stycznia 2015 roku znowu znaleźliśmy się w szpitalu, w którym zbadano szpik Hani. Spełnił się najgorszy scenariusz – usłyszeliśmy od lekarzy słowo „wznowa”. Nie jestem w stanie opisać, co wtedy czuliśmy. Strach, złość, niezrozumienie, a w głowie pojawiało się jedno pytanie, na które nie potrafiliśmy odpowiedzieć „dlaczego Hania?”. Wszystko w jednej chwili straciło swoje znaczenie. Przed oczami przeleciały mi szczęśliwe dwa lata Hani w domu – huśtanie się w ogrodzie, lepienie babek z piasku, wizyty w zoo, wyjazd w góry i nad morze, zabawy z rówieśnikami, pierwszy sylwester z prawdziwą dyskoteką, basen, lekcje baletu, pierwsze zajęcia przygotowujące do przedszkola. Usłyszeliśmy od lekarzy, że chemioterapia nie wystarczy, a Hania potrzebuje przeszczepu szpiku. Wierzyłam, że transplantacja pomoże i teraz już na pewno się uda. Czułam to.

Poszukiwania Dawcy

W lutym 2015 rozpoczęły się poszukiwania Dawcy dla Hani – my z Adrianem nie mogliśmy być dla córki Dawcami, potrzebny był niespokrewniony Dawca szpiku. To była jedyna nadzieja na zdrowie i życie naszego dziecka. W tamtym czasie zdaliśmy sobie sprawę, że życie naszej córki zależy od innej, nieznajomej osoby. W poszukiwaniach Dawcy dla Hani pomogła nam Fundacja DKMS. Zaangażowali się też przyjaciele, rodzina, znajomi. Na plakatach i ulotkach fundacji znalazła się moja córka – gdy na nie patrzyłam, cały czas nie wierzyłam, że te akcje dotyczą mojego dziecka, mojej małej Hani.

Najpiękniejsza wiadomość

Z niecierpliwością czekaliśmy na informację o tym, że znalazł się Dawca dla Hani. Każdego dnia budziliśmy się z myślą, że może to już dziś dowiemy się, iż ktoś zgodził się pomóc Hani. Dokładnie pamiętam ten dzień, bo dał nam wszystkim nadzieję. Był 16 kwietnia 2015 roku, gdy usłyszeliśmy najpiękniejsze zdanie: Znalazł się dla Hani Dawca. Już w czerwcu znaleźliśmy się w szpitalu, gdzie zaczęły się przygotowania do przeszczepienia. Do dziś pamiętam to, jak ciepło nas przyjęto na oddziale i słowa, które wypowiedział wtedy prof. Kałwak: „Nie martwice się, będzie dobrze. Ja jestem tu od tego, aby nic złego się nie wydarzyło”. Te słowa i ogromna empatia personelu medycznego były nam wtedy bardzo potrzebne. Profesor dotrzymał danego nam wtedy słowa.

70 ml życia

W końcu nadszedł dzień, na który tak wszyscy czekaliśmy. 2 lipca 2015 roku nasza córka dostała nowy szpik, a razem z nim – nowe życie. Można śmiało powiedzieć, że narodziła się na nowo. Do tej pory nie mogę sobie uwierzyć, że woreczek z życiem, w którym było zaledwie 70 ml materiału przeszczepowego, wystarczył, żeby nasza córka była dziś z nami zdrowa. W tych 70 ml mieściło się 10 mln krwiotwórczych komórek macierzystych, które podarował naszej córce dorosły mężczyzna z Polski – tyle o nim wiedzieliśmy. Uratował życie naszemu dziecku zupełnie bezinteresownie. To dzięki niemu i fantastycznym hematologom Hania może dziś robić to, co jej rówieśnicy. I po prostu być z nami. Śmiejemy się, że Hania na swoje czwarte urodziny dostała najpiękniejszy prezent – mały woreczek z życiem. Wróciliśmy do domu po miesiącu od transplantacji. Mimo ostrzeżeń lekarzy, że jakiś czas po przeszczepieniu Hania może czuć się źle, córka zaskoczyła wszystkich swoim entuzjazmem jeszcze w szpitalu, śpiewając personelowi medycznemu piosenkę „Mam tę moc” znaną z animacji „Kraina Lodu”. Dziś Hania jest zdrowa, wszędzie jej pełno i jesteśmy pewni, że będzie już tylko lepiej.

Najmłodsza Ambasadorka Fundacji DKMS

Hania wraz z rodzicami są w stałym kontakcie z Fundacją DKMS. Dwa lata po udanym przeszczepieniu szpiku dziewczynka została Ambasadorką kampanii społecznej o istocie dawstwa szpiku. W telewizyjnych spotach opowiadała historię swojej choroby i szczęśliwego powrotu do zdrowia dzięki Dawcy szpiku, by na koniec, wraz z Piotrem Kruszyńskim, jednym z ponad 8800 polskich faktycznych Dawców szpiku, zachęcić: „Pomożesz? Bo możesz! Masz to w genach!”. Ale to nie jedyny raz, gdy Hania włączyła się w działania promujące dawstwo szpiku. W 2019 roku dziewczynka ponownie wzięła udział w kampanii społecznej Fundacji DKMS – #ToNiesamowiteUczucie uratować komuś życie. Dziś Hania ma milion pomysłów na minutę. Jest aktywna, radosna i podobnie, jak jej rówieśnicy, realizuje swoje największe pasje – tenis oraz taniec.

Ty też możesz uratować komuś życie!

Ta strona zostaa zaktualizowana. Prosimy odwie j.