Historia Dawcy

Joanna Czarnecka - Dawczyni komórek macierzystych

Okazało się, że na świecie istnieje kolejna zgodna ze mną osoba, której także mogę pomóc!

Ostatnia aktualizacja: 17.03.2022

15 sierpnia to dla mnie wyjątkowa data, ponieważ w tym dniu imieniny obchodzi moja kochana babunia. Od 2014 roku dzień ten stał się dla mnie podwójnie ważny. Dlaczego? Tego dnia podczas jednego z letnich festynów organizowanych w moim rodzinnym mieście dołączyłam do bazy Dawców szpiku Fundacji DKMS. Towarzyszyła mi przy tym moja mama. Sama rejestracja zajęła mi raptem 5 minut - wypełnienie krótkiego formularza i pobranie wymazu z wewnętrznej strony policzka za pomocą trzech pałeczek. Tylko tyle, a jak się potem okazała AŻ tyle. Jakiś czas po rejestracji otrzymałam kartę potwierdzającą, że jestem w bazie ze swoim indywidualnym numerem dawcy. Wrzuciłam ją do portfela i właściwie zapomniałam o całej sprawie, wiadomo- obowiązki, praca i życie codzienne.

Po upłynięciu niespełna roku od momentu rejestracji zadzwonił telefon z Fundacji DKMS. Nie spodziewając się niczego, nawet nie myśląc nigdy wcześniej o tym, czy jest gdzieś na świecie mój „bliźniak genetyczny”, usłyszałam nie tylko że jest, ale że potrzebuje mojej pomocy. Do dziś mam gęsią skórkę i łzy w oczach na samo wspomnienie tego telefonu. Nieco ponad trzy miesiące później siedziałam już na fotelu w klinice pobrania we Wrocławiu i oddawałam swoje komórki macierzyste. Były one jedynym ratunkiem dla mojego „bliźniaka genetycznego,” którym okazał się mężczyzna mieszkający w Wielkiej Brytanii. Pobranie przebiegło bardzo sprawnie i szybko wróciłam do formy. Cały czas byłam w kontakcie z fundacją, robiłam badania kontrolne i otrzymywałam wieści o stanie zdrowia swojego Biorcy.

Kiedy pod koniec stycznia 2020 roku znów zadzwonił telefon z Fundacji DKMS spodziewałam się, że chodzi właśnie o ankietę medyczną albo mojego bliźniaka. Nic bardziej mylnego. Okazało się, że na świecie istnieje kolejna zgodna ze mną osoba, której także mogę pomóc! Bardzo się zdziwiłam, gdyż nie raz czytałam, że prawdopodobieństwo zastania Dawcą jest niesamowicie małe, a ja po raz kolejny zostałam dopasowana do Pacjenta. Odpowiedź byłam dla mnie oczywista i zgodziłam się zupełnie bez wahania. Wiedziałam, jak wygląda cały proces więc było to dla mnie dużo łatwiejsze niż za pierwszym razem. Również sprawy potoczyły się dużo szybciej. Po potwierdzeniu mojego stanu zdrowia na badaniach wstępnych, już miesiąc później byłam tym razem w Gliwicach i po raz kolejny oddawałam komórki macierzyste z krwi obwodowej. Moja radość była ogromna, gdy dowiedziałam się, że tym razem ta „cząstka mnie” powędruje do mężczyzny ze Stanów Zjednoczonych.

Pięć miesięcy po oddaniu komórek macierzystych dotarła do mnie informacja, że stan zdrowia Pacjenta, któremu pomogłam za pierwszym razem pogorszył się i potrzebuje mojej pomocy po raz kolejny. Tym razem nie chodziło o donację komórek macierzystych szpiku, a samych limfocytów, które miały wesprzeć układ odpornościowy Pacjenta i pomóc mu ostatecznie wygrać z chorobą. Tym razem również nie miałam wątpliwości.

Mam ogromną nadzieję, że moi „bliźniacy genetyczni” wrócą do pełni zdrowia. Często o nich myślę i mocno trzymam kciuki. Na pytanie, czy pomogłabym raz jeszcze odpowiadam zdecydowanie TAK.

Zarejestruj się do bazy Fundacji DKMS bo być może gdzieś, ktoś na świecie czeka właśnie na Ciebie!

Ty też możesz uratować komuś życie!

Historie Dawców

Ta strona została zaktualizowana. Prosimy odśwież ją.