Historia Dawcy

Paweł Kościński - Dawca komórek macierzystych

Udało się! Zostałem zakwalifikowany.

Ostatnia aktualizacja: 30.06.2021

Kiedy 4 lata temu podczas jednej z akcji organizowanej na mojej uczelni postanowiłem zapisać się do rejestru dawców komórek macierzystych i szpiku - Fundacji DKMS, nie spodziewałem się, że to już tej wiosny dostanę okazję podarować komuś szansę na nowe życie. Po otrzymaniu wiadomości z fundacji, o tym że jest Pacjent, któremu mogę pomóc, serce zabiło mi szybciej. Nie wahałem się ani chwili i zadeklarowałem gotowość do pobrania.

Po przejściu badań wstępnych, które odbyły się w dogodnym dla mnie miejscu i trwały zaledwie chwilę, okazało się, że czeka mnie procedura pobrania komórek macierzystych z krwi. Jest to najczęściej występująca metoda, która spotyka około 85% Dawców. Ucieszyłem się, ponieważ jest to metoda mniej inwazyjna, a jednak wciąż wyrażałem gotowość na drugą metodę – pobranie szpiku, ponieważ najważniejsza była dla mnie pomoc pacjentowi w potrzebie.

Przed pobraniem czekały mnie jeszcze kompleksowe badania – klinka i fundacja musiały upewnić się, że cały zabieg będzie bezpieczny zarówno dla Biorcy jak i dla Dawcy. Badania odbyły się w wyznaczonej klinice. Wszystko rozpoczęło się pierwszego dnia od testu na koronawirusa – najważniejsze jest przecież bezpieczeństwo wszystkich biorących udział w procesie. Po uzyskaniu wyniku negatywnego przeszedłem badania, które odbyły się bardzo sprawnie i bezboleśnie. Miałem też okazję zobaczyć w jaki sposób odbywa się cała procedura pobrania. Udało się! Zostałem zakwalifikowany.

Przez prawie tydzień przed pobraniem, musiałem przyjmować czynnik wzrostu, który zwiększał liczbę komórek macierzystych w mojej krwi. Nie zaliczam tego wspomnienia do najbardziej udanych, ale najważniejsze, że trwało to niedługo i już po kilku dniach mogłem udać się z powrotem do miejsca pobrania. Cała procedura przebiegała zgodnie ze wszelkimi normami (co szczególnie ważne w czasach pandemii). Wszystko toczyło się naprawdę sprawnie i bezproblemowo. Uczucie po wszystkim? Zmęczenie? Oczywiście… ale przede wszystkim szczęście i nieskrywana radość, że dzięki mnie może uda się kogoś uratować.

Dlaczego postanowiłem zostać dawcą? Ponieważ wierzę, że każdy zasługuję na szansę i dalsze leczenie, a dla mnie zabieg stanowi tylko krótkotrwały wysiłek, który potem będę tylko dobrze wspominać. Sam, w sytuacji kryzysowej chciałbym liczyć, że także znajdzie się osoba gotowa do bezinteresownej pomocy.

Ty też możesz uratować komuś życie!

Ta strona zostaa zaktualizowana. Prosimy odwie j.