Historia Dawcy

Tomasz Urban - Dawca komórek macierzystych

Po zabiegu czuje się lekkie zmęczenie. Ale nic więcej. Wszelkie dolegliwości są nic nie warte wobec myśli, że właśnie komuś pomogłeś, a być może nawet uratowałeś życie. To uskrzydla. Sprawia, że najchętniej zrobiłbyś to raz jeszcze na drugi dzień.

Ostatnia aktualizacja: 14.01.2022

Kilka lat temu, podczas akcji szkolnej, zapisałem się do Fundacji DKMS. Spontanicznie, bez większej refleksji. Może też po to, by dać przykład moim uczniom. No i nagle, we wrześniu 2021 roku, zadzwonił telefon. Sympatyczny pan zapytał, czy podtrzymuję chęć oddania szpiku, bo znalazł się konkretny potrzebujący. Oczywiście chęć podtrzymałem.

Rozpoczęła się procedura. Zbadano mi krew, sprawdzono, czy jestem zdrowy, potem skierowano na szczegółowe badania. Podczas nich dowiedziałem się, że komórki macierzyste będą ode mnie pobierane z krwi obwodowej. Takich zabiegów przeprowadza się dziś około 85%. Reszta to klasyczne pobieranie szpiku z talerzy kości biodrowej. Zależy to od stanu zdrowia Biorcy, typu schorzenia i różnych innych parametrów. No i z początkiem roku stawiłem się w ośrodku, by poddać się zabiegowi.

Pobranie trwało około 5 godzin i było zupełnie bezbolesne. Siadasz sobie wygodnie w fotelu, podpinają cię do aparatury i… tyle. Krew przepływa z jednej ręki do drugiej, a po drodze jest przez tę maszynę filtrowana. Nie czujesz żadnego dyskomfortu ani bólu. No chyba, że nagle zachce ci się sikać, a do zakończenia zabiegu pozostają jeszcze 2 godziny... Ale można to wytrzymać, wierzcie mi . W międzyczasie masz jedną rękę ruchomą. Możesz czytać, oglądać serial, grzebać w telefonie, grać. Możesz też porozmawiać z pielęgniarkami. Możesz robić wiele różnych rzeczy, które sprawią, że ten czas mija ci szybko i przyjemnie.

Po zabiegu czuje się lekkie zmęczenie. Ale nic więcej. Wszelkie dolegliwości są nic nie warte wobec myśli, że właśnie komuś pomogłeś, a być może nawet uratowałeś życie. To uskrzydla. Sprawia, że najchętniej zrobiłbyś to raz jeszcze na drugi dzień.



Nie martwcie się, że choć jesteście w bazie, to nikt się do was przez lata nie odezwał. Bardzo dobrze, że nikt się nie odezwał! To świetnie! To znaczy, że wasz "bliźniak genetyczny" jest zdrowy. „Wezwie” was, kiedy będzie was potrzebował. Wy po prostu musicie być gotowi, żeby mu pomóc. I to wystarczy. Jeśli zadeklarowaliście gotowość, zapisaliście się do bazy i czekacie na telefon, to zrobiliście wszystko dobrze. Ważne, żebyście się nie rozmyślili, kiedy już otrzymacie ten telefon.

I jeszcze jedno - nie napisałem tego po to, by zbierać gratulacje, ani żeby się tym publicznie chwalić. Dlatego nie piszcie w komentarzach - „Gratuluję!”, „Brawo!” i tak dalej. Mam problem, gdy ktoś mi za to składa gratulacje. Bo tu nie ma czego gratulować. To żaden heroizm. Poświęcasz jedynie trochę swojego czasu. Ja już swoją satysfakcję odebrałem. Powiedziano mi po zabiegu, komu konkretnie pomogłem (oczywiście bez danych personalnych). I to mi w zupełności wystarczy. To myśl, która zostanie ze mną do końca życia. Więcej „gratulacji” mi nie potrzeba. Naprawdę nie w tym rzecz.

Chciałem wam jedynie pokazać, że to działa i zachęcić was do tego, żebyście się zapisali do bazy DKMS. I czekali. I mieli nadzieję, że telefon nigdy nie zadzwoni. Ale jeśli już zadzwoni, to nie wahajcie się ani chwili.

Ty też możesz uratować komuś życie!

Ta strona została zaktualizowana. Prosimy odśwież ją.